o odpowiedzialności
- poniedziałek, 13, maj 2013 10:12
- Andrzej Pilipiuk
Wyimek z dyskujsji na forum http://www.science-fiction.com.pl
Co do Smoleńska:
Samolot był rządowy, zawiadywała nim kancelaria premiera, BOR też podlega rządowi.
Nie ważne czy w Smoleńsku doszło do wypadku, czy zamachu, pełna odpowiedzialność i tak spada na premiera lub podległych mu ludzi.
Władza oznacza odpowiedzialność. Gdyby dali jeden samolot prezydentowi i powiedzieli: ten jest twój, lataj gdzie chcesz ale sam go sobie tankuj, pilnuj i po godzinach pucuj gąbką, a jak się nie podoba kup sobie nowy za własne - wtedy są kryci.
W sytuacji gdy Prezydent prosi o podstawienie latadła i je dostaje - to kancelaria ponosi odpowiedzialność jak korporacja taksówkarska.
Ludziska - po każdym wypadku w którym są poszkodowani przeprowadza się dochodzenie i ustala winnych. Strzeli nagle poduszka powietrzna w zaparkowanym samochodzie i złamie dziewczynce kark - producent płaci rentę. Dostawcy elektryczności nie zamknęli budki transformatorowej i wlazł do niej głupi dzieciak - elektrowni buli mu do końca życia. Zepsuje się pralka - jest gwarancja. Dwaj niedzielni kierowcy dadzą sobie buzi samochodami - policja sprawdza który w którego wjechał. Urwie się winda jest protokół przeglądu technicznego, a na nim czyjś podpis.
Tak to działa. Nie tylko za granicą u nas czasem też.
A tu mamy masakrę w której ginie głowa państwa i ponad 90 innych osób. (w tym członków partii która akurat jest u koryta!). I co? I nic.
Możliwości jest sporo:
Pilot rozbił samolot? - należy sprawdzić kto go szkolił, kto zatrudnił, kto rekomendował na stanowisko. Który element systemu zawiódł i dla czego (jest to ważne także dla tego że dziś leciał "wróg" ale jutro może będzie leciał "swojak" i niedobrze by było gdyby się to powtórzyło...)
Prezydent wniósł bombę w reklamówce? - no to pytanie: kto kontrolował wchodzących, kto układał procedury zabezpieczenia (zwłaszcza że PO uważało L.Kaczyńskiego że wroga i oszołoma - a takich się szczególnie pilnuje żeby nic nie wywinęli...), kto szkolił psa stojącego przy nodze pirotechnika pilnującego trapu...
Ktoś podłożył bombę? - winni są pirotechnicy sprawdzający samolot, ochrona lotniska, komórka zapewniająca ochronę kontrwywiadowczą tych ludzi...
Zestrzelono samolot rakietą? - znowu mamy odpowiedzialność BOR - bo po to byli na lotnisku by zapewnić ochronę... By patrzeć ruskim na ręce. Przy przejść się po lesie i sprawdzić czy w krzakach nie ma czeczeńskich terrorystów.
Kłopot w tym że po tej katastrofie nie poleciały żadne głowy. Kompletna bezkarność. A nawet wywyższenie. Szef BOR mimo śmierci "klienta nr 1" został generałem, pani która bezczelnie łgała z mównicy sejmowej, została tego sejmu marszałkiem...
Tak się po prostu nie robi. Bezkarność demoralizuje. A mówimy o sprawie ochrony najważniejszych ludzi w państwie.
Powtórzę:
Ktoś olał obowiązki i doszło do "wypadku" w którym zginął człowiek którego nie lubiła władza. Ale jak olewanie obowiązków wejdzie służbom w nawyk następny może zginąć ktoś kogo władza lubi i to niekoniecznie w "wypadku".






