Kamień jako "argument"?
- wtorek, 23, lipiec 2019 22:06
- Andrzej Pilipiuk
W weekend było gorąco w Białymstoku. (tj. gorąco było na jdnej ulicy i przez jakieś 30 minut - reszta miasta zauważyła tylko że nad centrum lata helikopter). Pod ochroną policji przez miasto przeszedł tzw. marsz równości. Miejscowi narodowcy powitali uczestników m.in. kamieniami. Rzucali chyba tylko na postrach - nikt nie został poszkodowany. Fakenewsy podawały że jest 4 zabitych.
Z narodowcami mi mocno nie po drodze. Jeszcze bardziej mi nie po drodze z bojówkami LGBT+ Jednak jako (hłe hłe) intelektualista i człowiek wykonujący zawód zaufania społecznego, powinienem w tym miejscu potępić przemoc etc.
Ujmę to tak: Czy kamień rzucony w tłum jest argumentem? Dla narodowców jest. (o ile nie była to prowokacja…) Na zagrożenie, na zawłaszczanie terenu który uważają ze swój, odpowiadają krótko i konkretnie – kostką brukową. Ale dla mnie ten kamień jest przede wszystkim oznaką bezsilności a trochę lenistwa… Jak trzeba walczyć? W walkach ulicznych kij bejsbolowy, kamień, koktajl mołotowa, czy kula to ostateczna ostateczność. Na tym etapie sporu takie „argumenty” wydają mi się niedopuszczalne. Piszę na tym etapie – bo sytuacja może eskalować…
Przede wszystkim narodowcy są niestety podobni do ogółu Polaków – nasz naród nie bardzo potrafi pracować systematycznie i konsekwentnie. Nie interesuje nas korzyść odnoszona w przyszłości kosztem długotrwałych wyrzeczeń.
Ruch LGBT, szeroko wspierany rzez media i popkulturę prowadzi systematycznie szeroką akcję propagandowo-dezinformacyjną. To działa. Większość mieszkańców miasta potraktowała marsz z życzliwą obojętnością. Spory odsetek niechęć kieruje w stronę narodowców. Nie jest to niechęć bezpodstawna – mają to i owo za uszami… Odwrócenie tych trendów wymaga pracy.
Narodowcy powinni iść kilkoma ścieżkami.
Po pierwsze organizacja powinna mieć wywiad i kontrwywiad. Powinna przyglądać się uważnie kto w niej działa. Usuwać ewidentnych prowokatorów i odstawiać na boczny tor osobników zbyt głupich do tej roboty. Nie bardzo chce mi się wierzyć by numery z gloryfikowaniem mało znanego belgijskiego nazisty były przypadkiem. Ktoś to wymyślił. Ktoś też dał cynk dziennikarzom. Nazizm ani faszyzm w Polsce nie przejdą. Ruch narodowy musi wymyślić sobie cele, musi też umieć się zdystansować od pomysłów hitlera i duce. I dobrze przemyśleć używaną symbolikę. Unikać zadym i burd – chyba że to już absolutnie konieczne – niech „tamci” kojarzą się z hałasem i chaosem.
Po drugie należy zmienić swój obraz w oczach społeczeństwa - zalegitymizować swoją obecność. W mieście jest masa drobnych prac które można by wykonać w czynie społecznym. Poświęcić raz z tygodniu kilka godzin. Zebrać się w kilkudziesięciu chłopa. Coś odnowić, odmalować, posadzić drzewka, krzaczki. Kibole potrafią.
Po trzecie – stworzyć własny obieg informacji. Tych wyciszanych – nieobecnych w głównym nurcie mediów. Zebrać dane – dobrze udokumentowane przypadki pedofilii i innych zbrodni dokonanych przez członków tęczowych organizacji. Przypomnieć co zdążyli nawywijać w Polsce. Pokazać przypadki ludzi szykanowanych za „homofobię”. Dodać co bardziej szokujące cytaty z wypowiedzi homocelebrytów. (dwu otwarcie deklarowało się jako pedofile. I co? I nic…). Nie publikować tego w necie gdzie mało kto zajrzy – wydrukować. Co jakiś czas akcję powtarzać – podając nowe przykłady, nowe fakty… Wydrukowanie ulotek i rozniesienie ich po wszystkich skrzynkach pocztowych Białegostoku to koszt kilkuset złotych i robota na trzy dni. Trzeba tylko ruszyć tyłki.
Po czwarte: przed wyborami naciskać na wszelkiego rodzaju kandydatów. Przychodzić na spotkania i zadawać konkretne niewygodne pytania. Nagrywać i upubliczniać wypowiedzi. Żądać jasnych deklaracji: tego i tego za mojej kadencji nie będzie. Pilnować demokracji. Wygrzebywać w prasie i necie wypowiedzi kompromitujące. Przypominać skandaliczne decyzje. Za pomocą kartki do głosowania promować ludzi myślących, a eliminować z życia publicznego szczury.
Po piąte: iść drogą wytyczoną w latach 70-tych przez Leszka Moczulskiego - "nie podpalac komitetów - zakładać własne". tworzyć organizacje pozarządowe nastawione na zwalczanie pedofili i ochronę dzieci. Wysyłać listy i oświadczenia do władz. wysyłać deleacje na wszelkie "konsultacje społeczne". Żądać obecności swoich obserwatorwów na zebraniach rady miasta, rad dzielnic, zasypywać wnioskami. Wykorzystać mechanizmy demokratyczne.
*
A dopiero jak się kompletnie nie da - kijami i kamieniami...
*
Ludzie nie zdają sobie spawy w jak wielu przypadkach stosowana jest taktyka salami. Granice tego co dopuszczalne przesuwane są powoli, skandaliczne decyzje przechodzą w sposób niezauważony. Moim zdaniem celem końcowym aktywistów LGBT jest legalizacja i legitymizacja w przestrzeni publicznej wszelkich „zachowań nieheteronormatywnych”. WSZELKICH.
*
Jest jeszcze jeden problem – policja ochraniała marsz. Żadnemu mundurowemu nie przyszło do głowy by wejść w tłum, skuć kajdankami i odprowadzić do radiowozu debili wymachujących planszą z orłem w tęczowych barwach. Ergo: policja pozwalała na otwarte łamanie prawa i publiczną profanację godła narodowego. Podobnie jak przed laty mimo próśb krakowskiego radnego nie potrafiła przegonić grupki dewiantów którzy urządzili sobie trybunę z grobu Nieznanego Żołnierza.









