trójkąt

II wojna światowa – zwłaszcza okres okupacji niemieckiej i sowieckiej stanowiły papierek lakmusowy ówczesnego społeczeństwa. Test II RP rozumianej jako projekt nie tylko polityczny ale także społeczny. Test ten udało się zaliczyć na niespodziewanie dobrą ocenę. W kompletnie nienormalnych warunkach większość populacji zdołała zachować się przyzwoicie. Zarządzenia okupanta starano się sabotować na każdym szczeblu. Pojawiły się nowe formy samoorganizacji społecznej. Szukano owych form działania – by kontynuować przedwojenne życie intelektualne. Pojawiło się prowadzone na ogromną skalę tajne nauczanie. Zajmowali się tym zarówno nauczyciele działający na własną rękę jak i skupieni w organizacje. Świadectwa i dyplomy wystawione w podziemiu w większości bez problemu nostryfikowano po wojnie. Mimo ryzyka drakońskich kar tworzono równoległy obieg gospodarczy – czarny rynek pozwalał na biologiczne przetrwanie mieszkańcom miast. Zorganizowano szmugiel żywności do gett oraz podejmowano próby ratowania od śmierci głodowej więźniów obozów koncentracyjnych. Obok organizacji masa ludzi podejmowała działania na własną rękę. Pomagano wypędzonym, na różne sposoby spierano ukrywających się. W moich rodzinnych Wojsławicach i w sąsiednich miejscowościach podczas okupacji mieszkali i pracowali na roli ludzie wygnani przez okupanta z Zamojszczyzny, byli też „inteligenci z miasta” którzy woleli zniknąć Niemcom z oczu i przyczaili się na wsi. Ukrywano żydów i dożywiano ukrywających się w lasach.

Oczywiście wielu ludzi sytuację próbowało w różnym stopniu wykorzystać. Jedni traktowali nielegalną działalność jako możliwość utrzymania przedwojennego statusu materialnego. Inni próbowali się dorabiać na nieszczęściu współobywateli. Obok mamy jednak liczne przykłady budującej bezinteresowności. Donosicielstwo i szmalcownictwo istniały, podobnie jak złodziejstwo i pospolity bandytyzm – jednak stanowiły dokuczliwy margines. Byli ludzie którzy ze strachu lub z przyczyn koniunkturalnych podpisali volkslistę. Byli i tacy którzy uwierzyli w projekt nowej hitlerowskiej Europy. Nikt jednak nie miał problemu by określić granice dobra i zła. Nikt nie tłumaczył sobie ich postawy „ukąszeniem heglowskim”. Każdy wiedział: łajdak to łajdak, skur… to skur… Kapusie i szmalcownicy, nawet w warunkach bezkarności nie obnosili się ze swoją działalnością. Cwaniactwo tolerowano jeśli jego ofiarą padali okupanci – w stosunkach pomiędzy Polakami było moralnie niedopuszczalne. Ludzi niepewnych społeczność starała się maksymalne wyizolować, poddawała ostracyzmowi. Wbrew temu co wypisują różni „publicyści” nie było też w naszym społeczeństwie powszechnej radości z zagłady żydów. Nawet przedwojenni zapiekli antysemici zdawali sobie doskonale sprawę że jesteśmy następni na liście.

Wpływ na postawy miały z pewnością dwa czynniki – silna i bardzo powszechna religijność, choć grupująca ludzi różnych wyznań oparta jednak na wspólnym fundamencie moralno-etycznym. Prawosławni, unici, katolicy czy protestanci – w warunkach okupacji różnice doktrynalne przeważnie schodziły na plan dalszy. Ludzi jednoczył wspólny wróg… Ateiści ówcześni byli przeważnie niewierzący w pierwszym pokoleniu – ich charakter i moralność ukształtowały domy rodzinne i poprzednie pokolenia - wierzący rodzice i dziadkowie. Byli to ateiści którzy z dekalogu odrzucili dopiero pierwsze trzy przykazania.

Potem przyszedł okres komuny – okupacja w wersji soft - który skutkował stopniową erozję postaw oraz upowszechnianiem się stanu świadomości zakładającego walkę klas zarówno jako wyjaśnienie procesów historycznych, jak też praktyczny sposób naszczuwania na siebie klas spoleczych w myśl zasady "dziel i rządź".

Nastąpiło długotrwałe miękkie oddziaływanie. Awans społeczny zarezerwowano w pierwszej kolejności dla lumpów. Wytworzono nową inteligencję, budowaną na bazie grup w II RP zdeklasowanych, pozbawioną korzeni, nie poddaną formacji duchowej ani intelektualnej. Nie zadbano nawet o to by naprawdę wierzyła w marksizm. Wystarczyły deklaracje. W efekcie socjalizm w naszym kraju przeważnie budowali ludzie którzy cały projekt mieli w d… Lata komuny spowodowały wytworzenie szerokiej warstwy ludzi bezideowych – wierzących tylko w moc portfela oceniających innych przez pryzmat własnej małości, skarlenia duchowego i nikczemności. Co więcej warstwa ta kompletnie niemoralna (ani w tradycyjnym słowa znaczeniu, ani wedle tzw. moralności socjalistycznej) nie miała żadnych oporów w żerowaniu na państwie i współobywatelach. Pojawili się ateiści w drugi i trzecim pokoleniu – ludzie którzy albo odrzucili cały gorset moralno-etycznych pochodzący z chrześcijaństwa albo go po prostu nigdy nie poznali. W tych warunkach u schyłku komuny wytworzył się naturalny sojusz czerwonych i cwaniaków różnej maści. Milicjanci i ubecy odchodzący ze służby uwłaszczali się przejmując sklepiki ajencyjne, dyskoteki, warsztaty samochodowe. Pozostający na służbie „ochraniali” meliny ale darli też „podatek” od cinkciarzy i „spekulantów”. Nikogo nie dziwiło że partyjniacy mają na boku różne „biznesy”. Symbolem tamtych czasów jest dla mnie chłopak z mojej klasy – syn milicjanta - chwalący się że ojciec kupił za siedem milionów złotych nowiutkiego Wartburga. Skąd taka kwota w rękach człowieka którego ówczesne oficjalne pobory nie przekraczały 25-30 tyś zł? Po upadku komuny ta warstwa szybko „poszła do przodu”… dorabiając się fortun.

Patrzę na nasze społeczeństwo dziś dzieli się na grupy i grupki ale dominują trzy z nich.

Po lewej stronie widoczne są dwie:

Milicyjne, partyjne i ubeckie wnuczki – obecnie klasa rentierska bogata z domu, żyjąca w stanie wolności od trosk materialnych, korzystająca z udziałów, biznesów i nieruchomości przejętych u schyłku komuny i u progu „kapitalizmu”. Wykształcona ale zarazem wykorzeniona i de facto bezideowa. Paradoksalnie są beneficjentami komuny, którą znają już tylko z legend przekazywanych przez rodziców i dziadków. Swój wysoki status materialny uważają za znak zwycięstwa swojej grupy, za znak wyższości swoich zasad. Za znak mądrości własnej i wyznacznik swego „oświecenia”. Historia jest dla nich zagrożeniem, źródłem niepokoju i frustracji. Biznesmen nie chciałby żeby „ciemne masy” wypominały mu dziadka ubeka. Radny nie chce przypominania że jego pradziadek przed wojną był wiejskim złodziejaszkiem.

Obok funkcjonuje ich niemal dokładne przeciwieństwo - grupa wykluczonych, „przegrywów” i tzw. „słoików”. Dla pokolenia ich rodziców zawalenie się komuny było katastrofą życiową - stracili pracę, opiekę zakładów pracy, czy PGR-ów. Oni sami urodzili się w świecie który nie miał dla nich żadnej oferty. Część przybyła do miasta, w poszukiwaniu pracy i znalazła – ale przeważnie marną. Cześć ukończyła kosztem wielu wyrzeczeń śmieciowe studia, po czym ze zdumieniem stwierdziła że nadal nie ma dla nich żadnej oferty. Dziś ta grupa bieduje z trudem wiążąc koniec z końcem. Popatrują na bogatszych kolegów z frustracją i zrozumiałą zazdrością. To ludzie rozpaczliwie głodni sukcesu materialnego… Starają się naśladować „miastowych” i plastikowy nieprawdziwy świat pokazywany przez media. Przeszłość swoich rodzin uważają za obciążenie – dziadek szewc lub rolnik wydaje się powodem do wstydu… Przejmują niemal automatycznie poglądy „modne & postępowe”. Często wraz z odrzuceniem tradycji rodzinnych odrzucają też religię.

Obie te grupy są jak dwie strony tej samej fałszywej monety. Ludzi którzy pretendują do pozycji panów i ludzi zepchniętych na pozycje pół-niewolników spaja wspólna niechęc a czasem wręcz nienawiść do reszty społeczeństwa. Gdy przyjrzymy się uważniej widzimy że "przegrywy" są tą nienawiścią systematycznie i celowo zarażani przez grupę pierwszą. 

Grupa trzecia – to ludzie którzy funkcjonują w pewnej ciągłości historycznej. Przetrwali na wirażach dziejów. Wiedzą co robili ich dziadkowie w czasie wojny. Przeszli przez okres komuny w miarę nie umoczeni. Nie wyrządzili bliźnim krzywd które by się za nim ciągnęły. Niewiele osiągnęli, ale przetrwali. Nie dali się też zagryźć w wilczych latach po zmianie ustrojowej. Dziś mają mieszkania w blokach, rzadziej domy i domki, w miarę stabilną pracę, czasem drobne interesy. Kupują auta na raty w salonach. Coś tam uciułali na kontach bankowych. Dbają o wykształcenie dzieci i pomagają im jakoś na starcie. Na wakacje jeżdżą na daczę lub wycieczki zagraniczne. Mają w nosie modne nowinki wychowawcze czy rewolucję gender. W niedzielę w większości chodzą do kościoła. De facto jest to namiastka nieistniejącej u nas klasy średniej.

Panowie – niewolnicy - obywatele. W tym trójkącie toczy się głównie życie polityczno-społeczno-gospodarcze naszego narodu. Dokładniej rzecz ujmując panowie szczują niewolników przeciw reszcie.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/