z kuźni
- piątek, 29, marzec 2019 11:00
- Andrzej Pilipiuk
Obaj kumple znaleźli zamknięty na głucho sklep. Obiekt mieścił się na parterze kamienicy. Szyld zdjęto. Przez brudne szyby widać było puste zakurzone półki wystawy, w głębi równie zakurzoną ladę i regały z płyty meblowej mogące wskazywać że kiedyś był to sklep spożywczy, albo i przemysłowy. Jedna ze ścian pokryta była kafelkami, ale brakowało na niej haków do wieszania wędlin, więc raczej nigdy nie był to mięsny… Tabliczka z godzinami otwarcia odpadła i leżała wewnątrz na podłodze. Karty zabezpieczające witrynę opuszczono i zapięto na kłódki, obecnie mocno pordzewiałe. Także do drzwi przyspawano uszka spięte kabłąkiem potężnej kłódy.
-Oto idealny obiekt dla naszej prowokacji – Jakub zatarł dłonie. – Zrobimy tu teraz szybciorem fałszywą kolejkę na jakieś tysiąc luda – polecił przyjacielowi. – Taka masa krytyczna powinna przyciągnąć potwora. Gdy będzie się nami pożywiała nastąpi koniunkcja. Światło odbite od planet ujawni jej prawdziwą naturę. Wtedy zaatakujemy.
-Kolejka na tysiąc luda!? Niby jak?
-Zaufaj mi. Stawiaj tu, wbij ręce w kieszenie i rozglądaj się po gzymsach budynków.
-A co w nich ciekawego? Zwykły socrealizm – skrzywił się na znak że nie poważa takiej architektury.
-Ciekawego? Nic. Ale rozglądaj się. Więcej nonszalancji, w postawie, ugnij lekko kolana. Możesz pogwizdywać pod nosem. Obojętna mina.
-Nie umiem udawać obojętnej miny, zawsze wychodzi mi taka sztuczne że nikt się nie nabierze – poskarżył się kozak.
-No i świetnie o to właśnie chodzi! Udajemy że jesteśmy tu zupełnie przypadkiem. Że wcale nie stoimy pod drzwiami sklepu tylko ot tak ścianę podpieramy jak warszawskie szifibruki…
-Chyba zaczynam rozumieć…
Nie minęło pięć minut a do stojących dołączyła starsza wiekiem kobieta z wypchaną siatką. Przez chwilę stała w milczeniu. Jakub i Semen usilnie udawali że nic nie robią. Wreszcie babina nie wytrzymała.
-Względem czego panowie tu stoją? – zagadnęła.
-Na autobus czekamy – zbył ją egzorcysta.
-No coś pan. Co tu dają?
-Nic. Zamknięte przecież.
-Ślepa nie jestem, widzę że zamknięte. Ale przecież coś rzucą? – nie odpuszczała.
-Co pani taka ciekawska? – ofuknął ją. – Stoimy sobie z przyjacielem pod ścianą. A co nie wolno?
-Każdemu wolno – odburknęła i ustawiła się obok.
-Proszę pani – kozak udał zirytowanego. – Ten sklep jest zamknięty od tygodni.
-Oj nie bądź taka żyła – syknęła. – Pierwsi jesteście w ogonku, starczy i dla was i dla mnie.







