uraza...
- sobota, 09, luty 2019 23:15
- Andrzej Pilipiuk
Gdzieś około roku 1985 mój śp. Ojciec kupił angielską wiertarkę udarową. Poszła na nią równowartość całej miesięcznej pensji. (albo i lepiej - do takiej kwoty się przyznał). Wiertarka służyła czas jakiś - po czym zdechła. Naprawa kosztowała słono (zagraniczne części...). Popracowała i znów zdechła.
Oddaliśmy ją od innego fachowca który rzecz nam wyjaśnił. Maszyna nie miała ...wyłącznika przeciążeniowego - tj. gdy wiertło się w czymś klinowało to sprzęt zamiast się automatycznie wyłączyć palił silnik. Kilka zaklinowań i kaput. Do tego wewnątrz miała ...plastikowe tryby. Prawdopodobnie na rynki wschodnie firma produkowała sprzęt "po taniości" - o znacznie obniżonej jakości w stosunku do oryginału i taki szmelc kupili nasi "spece" od handlu zagranicznego - serwisom na uciechę... Do tego silnik był zaspawany na stałe w osłonie - nie dało się go rozmontować i przezwoić ani wymienić szczotek. Jednorazowa zabawka.
Poczuliśmy jakby nam kto napluł w twarz. Równowartość miesiąca harówki za taki bubel...
Używaliśmy zatem ruskiej wiertarki "Bieł" - niestety nie miała udaru. Po upadku komuny kupliśmy Boscha. Wiertary ruska i niemiecka mają ponad 30 lat i służą do dziś - przy pracy nie zepsuły się nigdy.
*
Na allegro jest szlifierka - idealnie taka jak potrzebuję do moich prac. Cena - baaardzo przystępna. dokładają gratis tasmy papieru śsciernego. I tylko ta znajoma nazwa na obudowie...







