Odrobina logiki...
- poniedziałek, 10, grudzień 2018 23:14
- Andrzej Pilipiuk
W necie kolejny festiwal pomawiania o pedofilię – tym razem na celowniku legendarny kapelan stoczniowców - ksiądz Jankowski z Gdańska. Jakaś kobieta twierdzi że 40 lat temu jej koleżanka popełniła samobójstwo, bo w wieku nastoletnim zaszła z księdzem w ciążę. Oczywiście twierdzi że sama też była ofiarą i że ofiar było więcej, znalazła się też druga dziunia która miała być molestowana gdy miała 6 lat… Przekaz jest niespójny – bo poprzednio próbowano robić z niego pedofila homoseksualnego…
Oczywiście media dmuchają sprawę jak balonik a internetowe matołectwo usłużnie podaje temat dalej. Przoduje w tym oczywiście michnikowszczyzna – nie mogą zapomnieć księdzu jego nazwijmy to „judeosceptycymu”.
Drodzy DEBILE, szczęśliwi idioci urodzeni po 1989-tym roku. Powszechnie wiadomo że ksiądz Jankowski był od końca lat 70-tych rozpracowywany, śledzony, podsłuchiwany i otoczony wianuszkiem co najmniej kilkunastu kapusiów. Był niewygodny dla systemu. Niewygodny był zanim jeszcze zaczął odprawiać msze dla stoczniowców i został kapelanem rodzącej się „Solidarności”. Gdyby miał takie „zainteresowania” to ubecja wiedziałaby momentalnie i sprawy by nie odpuściła, oj nie. Albo zrobiono by wielki pokazowy proces, tygodniami relacjonowany przez prasę i telewizję - by uderzyć w cały kler, albo by go szantażowali i musiałby im służyć na dwu łapkach. Trzeciej możliwości po prostu nie ma.
*
A mi się przypomina podobna obrzydliwa sprawa – z tragicznym i tajemniczym finałem. Ksiądz Stanisław Skorodecki – niegdyś więziony wraz z prymasem Wyszyńskim – został pomówiony o pedofilię przez szmatę urbana. „dziennikarze” mieli spotkać się z byłym ministrantem – którego tożsamości jednak nigdy nie ujawniono. Ksiądz prawdopodobnie artykuł o sobie przeczytał i skontaktował się z prawnikiem planując wytoczyć gazecie proces. Dwa dni po publikacji znaleziono jego zwłoki na plaży – wedle oficjalnej wersji utonął (w wodzie po kolana…) a do jego śmierci „nie przyczyniły się osoby trzecie”. Śledztwo prowadzono wyjątkowo niechlujnie – np. nie zabezpieczono otoczenia zwłok – ewentualne ślady zadeptali gapie. Sekcji dokonano po trzech dniach. Nie wiadomo dlaczego ksiądz wyszedł o świcie z hotelu – prawdopodobnie ktoś do niego zadzwonił i go wywabił. Wiarygodnych dowodów na jego pedofilię nigdy nie przedstawiono.
urban i jego ludzie nigdy nie ponieśli za ten tekst nawet symbolicznej kary...
liczę że michnik i jego ludzie karę kiedyś poniosą.








