O żydach

Nasz obraz dawnych stosunków niemiecko-żydowskich jest mocno zafałszowany i sformatowany przez doświadczenie shoah. Przez fakt że niechęć pomiędzy narodami w pewnym momencie przerodziła się w nienawiść i uzyskawszy akceptację organizmu państwowego eksplodowała rzezią. Wgryzienie się w temat daje obraz bardziej złożony.

Zacznijmy od postaw: dlaczego niemcy nienawidzili Żydów.

Przede wszystkim było to pokłosie luteranizmu – Luter Żydów nie znosił i napisał na ich temat szereg listów pasterskich. Pod wpływem jego nauk przez Europę przetoczyły się fale pogromów o wiele straszniejszych niż średniowieczne. O tym się nie uczymy w szkołach – a może powinniśmy? Liczba ofiar w XVI i XVII wieku sięgnęła setek tysięcy. Na terenie protestanckiej Skandynawii doszło do pierwszego shoah – nie przetrwał tam żaden Żyd, ani jedna gmina, ani jedna synagoga. W ich zbiorach praktycznie nie ma powstałych w Szwecji żydowskich książek lub rękopisów. Niszczono wszelkie ślady ich obecności. Wróćmy do niemiec.

Po drugie – odmienność. Pomijam stroje i religię – bo to oczywiste. Myślę że jednym z pól zadrażnień był język. Jidysz – będący de facto dialektem niemieckiego – jeszcze przedwojenni publicyści nazywali wprost: żargonem. Dla niemca słuchanie jidysz było trochę zabawne, ale przeważnie wkurzające – bo rozumiał 80%, jednak brzmiało to w jego uszach jak karykatura jego własnego języka, z innym akcentowaniem, pozamienianymi końcówkami, szeregiem słów zapożyczonych z języków innych. Dodajmy że szereg żydów – tych prostych - literackiego niemieckiego nie znał.

W filmie „Pociąg życia” pada zdanie: „niemiecki jest jak jidysz ale bez poczucia humoru”.

Po trzecie – patrząc obiektywnie w niemczech mniejszość żydowska faktycznie trochę "uwierała" autochtonów poprzez monopolizację całych branż gospodarki (to oczywiste) - ale także życia naukowego i kultury. (nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę - prawda?). O co chodzi z ta kulturą? Za co hitler nienawidził żydów? (pomijam teorie homoseksualne). Ano był młodym ambitnym malarzem - a malował sądząc po ocalałym dorobku całkiem przyzwoicie. Tymczasem w Monachium WSZYSCY marszandzi byli Żydami. I tylko jeden brał do galerii obrazy młodego Adolfa. (i tak skończył w getcie w Łodzi a potem w Birkenau...). Malarz-Żyd o porównywalnym talencie miał w Monachium znacznie łatwiej. Także dla tego że bogaci Żydzi u żydowskich marszandów kupowali dzieła malarzy Żydów. Hitler nie mógł się przebić we własnym kraju, we własnym mieście – miał poczucie że należne mu miejsce zajmują obcy. I nie on jeden… jeśli wierzyć jego wspomnieniom zawartym w „Mein Kampf” poczucie to było powszechne.

Po czwarte: niemcy uważali Żydów za tchórzy i dekowników. Uważali że gdy oni wykrwawili się na frontach I wojny św. Żydzi masowo migali się od służby. Czy to prawda? Nie wiem. 

Znam za to wyniki badań carskich komisji poborowych opublikowane w 1900 roku dla „kraju prywiślanskiego”. Komisje odrzucały 10% chrześcijan i ponad 20% żydów. Podstawowe kryteria odsiewu: zbyt niski wzrost (poniżej 155 cm.), skolioza, choroby płucne i wewnętrzne. Żydzi – należący do rasy starej są znacznie bardziej narażeni na wady wrodzone i choroby genetyczne. Do tego stanowiący biedniejszą część społeczeństwa – w większym stopniu narażeni byli na choroby cywilizacyjne – głównie krzywicę i gruźlicę. W Niemczech mogło być podobnie.

Pierwsza wojna światowa była hekatombą – każdy miał kolegów którzy poszli na front i nie wrócili. Jeśli Żydów pobór ominął i poległo ich statystycznie mniej - było to widać…

*

A teraz porównajmy: W Polsce przedwojennej antysemityzm mieliśmy w wersji soft - bo i ludzie u nas byli kompletnie inni. Nie ma w Polakach niemieckiej buty - którą tyle razy obserwowałem na kempingach czy na marinach. Nie było w nas aż takiego okrucieństwa - to już efekt zupełnie innego wychowania w rodzinach. Nie było instytucjonalnego szerzenia nienawiści - nasze harcerstwo uczyło zupełnie czego innego niż hitlerjugend.

Oczywiście polska łobuzerka biła żydów, z żydowska łobuzerka lała chrześcijan. Nowolipki to była strefa no-go gdzie polski andrus w cyklistówce w pojedynkę się nie zapuszczał. Regularne walki pomiędzy studentami KUL a studentami jesziwy w Lublinie opisał w swoich powieściach M.Wroński. Na uniwersytetach powstało getto ławkowe - korporacje studenckie były do żydowskich kolegów nastawione wrogo, a do wykładowców Żydów - niechętnie. Dlaczego? wśród studentów i absolwentów była mocna nadreprezentacja przedstawicieli tej mniejszości. tj. Żydzi stanowili około 10% populacji II RP a ok 25-30% studiujących. Skutkowało to później kolejną nadreprezentacją Żydów w niektórych zawodach wymagających wykształcenia wyższego. Lekarze, prawnicy, architekci w II RP to zawody w znacznej mierze opanowane przez tę mniejszość.

Nie doszukują się wszechświatowych spisków syjonistycznych można to łatwo wyjaśnić na dwa sposoby:

1) mamy przed oczami obraz ze „skrzypka na dachu” – biednych ale wesołych wiejskich Żydków z małych kresowych miasteczek. Ten obraz jest fałszywy - de facto większość polskich Żydów mieszkała w miastach - w tym bardzo wieeeelu w dużych miastach uniwersyteckich. Ogromna część klepała biedę jako pracownicy przemysłowi – ale ich potomkowie byli w lepszej sytuacji niż ci którzy musieliby do miast na naukę dojeżdżać. Mieli po prostu BLIŻEJ. Jeśli wśród mieszkańców Warszawy ok 1938 roku Żydzi stanowili ok. 40% to i na uczelniach siłą rzeczy było ich więcej niż by to wynikało ze statystyki liczonej dla kraju.

2) Oni od zawsze inwestowali w wykształcenie. Już 4-letnie dzieci chodziły do chederu uczyć się czytać i pisać. Siłą rzeczy każdy z nich znał kilka języków. W domu mówił w jidysz, w szkole po polsku, w synagodze modlił się i słuchał czytań po hebrajsku a wszelakie geszefty wymuszały znajomość języków obcych. Żydzi jako społeczność liczna ale in masse biedna - mieli silną presję poprawy swojego losu. Inwestowali w naukę indywidualnie swoje oszczędności ale byli szeroko wspierani przez swoje gminy wyznaniowe i bogatych przemysłowców. Do dziś obok Ormian to najlepiej wykształcona mniejszość w Polsce.

Nie znalazłem w literaturze ani przedwojennej prasie poszlak by przed wojną powstawały jakieś sitwy Żydów-Wykładowców faworyzujących Żydów-studentów. Trudno ocenić czy żydzi kamienicznicy stawiając nowe budynki wybierali architektów-pobratymców. Jednak wspomniana wcześniej nadreprezentacja jest faktem.

Oczywiście getto ławkowe to nie jedyny przykład niechęci. Hasło promujące sklepy spółdzielcze „swój do swego po swoje” – można było odczytać dogłębnie: wybieraj sklepy nieżydowskie… Żydzi nie byli przyjmowani do wielu polskich organizacji, chrześcijanie nie należeli do żydowskich. Żydzi do wejścia ustaw zakazujących uboju rytualnego monopolizowali także niemal całkowicie polskie rzeźnie i rynek mięsa (ciekawe jak "pozyskiwali" i sprzedawali niekoszerną wieprzowinę!?)

W wielu miastach istniały komitety antyżydowskie, czy np. Towarzystwo Odżydzenia Chełma - dziś same nazwy budzą naszą odrazę. Po prostu patrzymy przez pryzmat historii. Dla naszych przodków to była teraźniejszość. Bez świadomości tego co miało najeść. A codzienna koegzystencja nie była sielankowa.

Obok tego co normalne istnieje szeroka strefa cienia. Żydowscy fabrykanci wyzyskiwali robotników różnych wyznań. Żydowscy lichwiarze bezlitośnie zdzierali długi. Żydowscy sutenerzy sprzedawali kobiety do burdeli w Ameryce Południowej. Żydowscy bandyci rabowali i mordowali. Lektura przedwojennych konik kryminalnych drukowanych w prasie codziennej też daje do myślenia – był wówczas zwyczaj podawania nazwisk ustalonych sprawców przestępstw lub skazanych bandziorów. Są to bardzo często nazwiska „niepolskie”.

I z drugiej strony – malowano antysemickie hasła na murach. Leciały szyby u żydowskich krawców. I nie wybijały ich krasnoludki. Ale nie było u nas pogromów. Organizowano akcje nie kupuj u Żyda ale nie było jak w Niemczech bojówek HJ stojących przed żydowskimi sklepikami.

Podsumowując: nie ma co chować głowy w piasek. Koegzystencja w jednym kraju dwu odmiennych narodów próbujących zając tę samą niszę ekologiczno-społeczną musi rodzić tarcia. I w Niemczech i w przedwojennej Polsce konflikty z mniejszością żydowską były na porządku dziennym. Tylko że u nas i u nich sprawy potoczyły się diametralnie różnie. U nich była noc kryształowa - u nas przyjmowanie żydowskich uchodźców których nie chciały przyjąć Anglia czy USA. Jest taka książka „Zwyczajni Niemcy i holocaust” – opisuje reakcje niemieckiego społeczeństwa na mordowanie Żydów. W tym pomoc mordercom oferowaną spontanicznie przez takich zwykłych niemców – nie będących w SS, Gestapo czy NSDAP. Pomoc ta jeśli wierzyć autorom była powszechnym nieomal (co obrzydliwe) „naturalnym” odruchem. Co kompletnie szokujące – do oddziałów „czyścicieli” zgłaszali się przypadkowi mieszkańcy miast i miasteczek z prośbami by pozwolono im postrzelać do dawnych sąsiadów. By pozwolono im zabijać.

W Polsce takie zachowania w czasie wojny stanowiły absolutny i powszechnie potępiany margines. Tam były powszechne. Byliśmy i jesteśmy zupełnie inni. Na szczęście.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/