O zasypywaniu podziałów.
- czwartek, 16, sierpień 2018 13:23
- Andrzej Pilipiuk
Polska polityka, gospodarka, relacje wewnątrz społeczne, sytuacja w szkole, kościele, miejscu pracy etc etc bierze się z tego że jesteśmy narodem nadmiernie rozkochanym w ideach wspólnoty ponad podziałami, w ideach demokracji i tolerancji.
słuchamy innych - praktycznie zawsze, dopuszczamy ogromny pluralizm głosów w dyskusji, nawołujemy do niwelowania podziałów, do jedności, do integracji różnych grup i klas społecznych. Uważamy to za dobre.
Potem przychodzi zderzenie z rzeczywistością które pozostawia nas w stanie głębokiej dezorientacji. bo okazuje się że gdy m wykrzesaliśmy z siebie myślenie wspólnotowe szereg osobników skorzystał z okazji i rwał pod siebie. Że kliki i koterie nie napotykając na zdecydowany opór zabetonowały układy. Że ci którym okazaliśmy litość/tolerancję etc. uznali to za naszą słabości teraz nieoczekiwanie kopią nas po nerach...
w 1978 roku grupa działaczy KPN zaczęła przygotowywać spis zdrajców Ojczyzny - listę ludzi którzy w przypadku odzyskania przez Polskę niepodległości mieli zostać wraz ze swoimi rodzinami całkowicie zmarginalizowani. Ne zakładano nawet stawiania ich przed sądami - po prostu objęła by ich procedura śmierci cywilnej. Po kilku burzliwych naradach prace nas spisem zarzucono - argumentując że w wolnym kraju nie powinno się nikogo wykluczać.
Rozwinięciem tej koncepcji była "gruba kreska" premiera Mazowieckiego. Efektem było bezprecedensowe uwłaszczenie się postkomuny i ubecji kosztem społeczeństwa. Bo gdy ludzie naiwni (np. moi Rodzice) uważali że możemy pozwolić sobie na rycerską wielkoduszność wobec przegranych - ci bezwzględnie wykorzystali sytuację by ponownie wziąć nas za mordę i pod but.
Od tamtej pory - od początku lat 90-tych za każdym razem gdy słyszę o konieczności zasypywania podziałów zadają sobie pytania: po co i dlaczego. I czy to jest dobre. Czy warto każdego jak leci traktować jako godnego partnera w dyskusji. Czy z każdym warto rozmawiać.
Stoimy na naszej ziemi, na ziemi której nasi dziadkowie bronili z karabinem w ręce i w którą wiadrami wsiąkła krew poprzednich pokoleń. A obok nas stoją ci których dziadkowie strzelali do naszych i wyrzucali ich z domów. Albo tacy którzy z racji pochodzenia powinni stać obok nas a wolą obok tamtych.
Przez całe życie szukałem w ludziach dobra - tak jak uczy tego moja religia. Uważam że większość ludzi nie jest zła i zasadniczo ma dobre intencje, ale po prostu błądzi. Część błądzi skutkiem głupoty. Części odbiera rozum chciwość. Część zatruła się w młodości toksycznymi ideologiami. A niektórzy błądzą bo nie mieli dobrych wzorców w rodzinie a media wytresowały ich po swojemu. Część błądzących została cynicznie okłamana ale z czasem się ocknęła (widać to choćby na przykładzie gwałtownego topnienia liczby uczestników manifestacji KOD). Ludzie przywiązują się do pewnych idei. Uznają je za swoje. Brną w nie głęboko i konsekwentnie. Ignorują ostrzeżenia innych ludzi i sygnały ostrzegawcze które sami dostrzegają. Czasem się ockną w porę a czasem nie.
Zawsze starałem się podchodzić do rzeczywistości świadomie i ostrożnie. Robić audyt zastanych sytuacji. Wyciągać wnioski. Już o tym wspominałem - do zrozumienia ze socjalizm jest zły wystarczyła mi prosta obserwacja nieosiągalnych skarbów zalegających witryny Pewexu dokonana w wieku lat 11-tu. Zetknąłem się z wieloma podobnymi relacjami np. p.Beaty Pawlikowskiej - gdy jako nastolatka wysiadła na dworcu kolejowym w Wiedniu i ujrzała automaty z czekoladą... Gdy mój Ojciec w 1978 roku zszedł z pokładu promu w Ystad. I w drugą stronę - znajomy który po raz pierwszy przyjechał do Polski w 1985 roku i przeżył ciężki szok.
Do zrozumienia spraw i mechanizmów trudniejszych rzecz jasna trzeba mieć lepsze przygotowanie...






