Skiepściłem?

                Moje życie to nieustanna pogoń. Stawiałem sobie cele, realizowałem, stawiałem kolejne. Kilka razy czułem że łapię wiatr w żagle. Z reguły zaraz potem okazywało się że straszliwie się przeliczyłem. Zmieniliśmy mieszkanie, poszedłem do nowej szkoły. Wydała mi się lepsza. Lepiej wyposażona. Nagle poprawiły mi się oceny z matematyki, historii, geografii. Klasa też była fajna a wychowawczyni – wydawała się sensowna. Było z kim pogadać – a dziewczyny mieliśmy chyba najładniejsze w szkole. Niestety zanim pierwszy raz w życiu zostałem kujonem pełną gębą w wyniku reorganizacji trafiłem z deszczu pod rynnę – po pół roku skutkiem reorganizacji z fajnej klasy przeniesiony do nieformalnej kolonii karnej.

                Potem liceum. Liczyłem że po marnej szkole trafię wreszcie w inne środowisko. To miał być ten stopień z którego się odbiję by iść w górę. I znowu wziąłem w łeb od belferstwa… Liczyłem na rozwój intelektualny tymczasem trafiłem do cichego grobu mysi ludzkiej… Za oknem padła komuna. To wprawiało mnie w stan euforii. Nagle zaczęto dawać paszporty każdemu. Liczyłem ze teraz wreszcie Europa i Świat znajdą się w zasięgu ręku. Niestety zarobki rosły rozpaczliwie wolno - świat pozostał daleki, za drogi…

                Na studia szedłem z nastawieniem że teraz wreszcie coś... Przecież 12 lat mordowałem się by zdobyć ten różowy papierek do pokazywania w dziekanacie. Uniwersytet – krynica mądrości, szacowni profesorowie, zaciszne biblioteki wypełnione skarbami ludzkiej wiedzy. I znowu poszło coś nie tak. Spotkałem wprawdzie kilku wybitnych uczonych a i w bibliotekach swoje odsiedziałem, ale to mimo wszystko nie było to. By naprawdę wgryźć się w temat zabrakło mi głupiej biegłości w kilku językach obcych. Byłem w stanie rozszyfrować hasła w encyklopediach i leksykonach – na tyle starczyło mi znajomości angielskiego i niemieckiego… Mogłem pić wiedzę pełnymi haustami ale tym razem to nie rzeczywistość spłatała mi figla tylko okazałem się zbyt cienki…

                W lutym minęła 17 rocznica mojego debiutu literackiego. Tu także nie poszło tak jak planowałem. Ale tu przynajmniej jest pół na pół – w połowie zawiniły czynniki zewnętrzne w połowie to ja okazałem się za cienki. A może jestem ok. a tylko inni okazali się znacznie lepsi? Skiepściłem „Norweski Dziennik” – ta książka miała być moim taranem. Lata przemyśleń zrodziły powieść która zła nie jest ale daleko jej do arcydzieła mającego wprawić czytelników w zachwyt i osłupienie.. Podobnie z „Okiem Jelenia” intensywne studia, duża wiedza teoretyczna, praktyka w tworzeniu tekstów literackich. A jednak nie trafiłem w gusta. Nie zdołałem stworzyć bestselera który wstrząsnąłby podwalinami gatunku.

                W 2016-tym roku przypadnie dwudziesta rocznica mojego debiutu. Będę musiał obejrzeć się wstecz i ocenić chłodno co zdołałem zdziałać… Boję się tego bilansu.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/