Dlaczego mi smutno.
- niedziela, 17, marzec 2013 23:47
- Andrzej Pilipiuk
W 2005-tym byłem optymistą. Pisałem książki. Sprzedawały się nieźle. Rynek rósł. Praktycznie wszyscy moi znajomi mieli pracę. Zmieniłem mieszkanie na ciut większe. Rosły nakłady i zarobki. Myślałem że w kilka lat uda się odłożyć parę groszy i wspólnie z różnymi znajomymi rozkręcimy kilka przedsięwzięć niezbyt dochodowych, ale pożytecznych dla środowiska. Szkołę pisarzy, mini wytwórnię filmową, etc. Było już dobrze. Nie zachodziła potrzeba poprawiania państwa, należało tylko utrzymać kurs. Nie przeszkadzać ludziom.
Przyszły wybory. Obiecano „cuda”. Obiecano przyspieszenie rozwoju. Obiecano ułatwienia dla przedsiębiorców. Obiecano obniżkę podatków – słynne 3 x 15% (15% pit, 15% cit, 15% vat). Motłoch uwierzył. Został parszywie okłamany. Ale uwierzył po raz drugi. Znowu poparł tych samych wielokrotnie skompromitowanych po-lityków. Zamiast przyspieszenia zdarto z ludzi i wywalono w błoto 96 miliardów złotych na igrzyska piłki kopanej. Kazdemu zagranicznemu kibolowi daliśmy prezent dopłacając do biletu ok 16 tyś zł. To się nazywa gest - zważywszy że ponoć 800 tyś polskich dzieci niedojada...
Od siedmiu lat patrzę za smutkiem jak wszystko zwija się i gaśnie. Jak rośnie zdzierstwo, jak mnożone są przepisy, jak rośnie buta i arogancja władzy. Jak co i rusz dowiaduję się że ktoś z moich znajomych stracił pracę, albo jest utratą pracy zagrożony. Widzę jak niewiele zdołałem zdziałać, jak niewiele projektów doprowadziłem do końca i jak niewiele zdołałem uciułać. Inwestycje odłożone ad acta... A kiedy niby mam je przerowadzić? Planowałem teraz. Już nie planuję...
Mam prawie 40 lat. Przede mną może 40 lat aktywnego życia. Może mniej. Jeszcze przez jakiś czas dam radę żyć i pracować na zwiększonych obrotach. Pisać w wariackim tempie. Potem z roku na rok sił będzie ubywało. Mijająca dekada miała ugruntować moją pozycję i zapewnić lepszy start w kolejne lata. To się nie udało. Jestem w punkcie wyjścia tam gdzie byłem w roku 2007. Sukces polega na tym że nie jest mi gorzej. Coraz cięższa harówka pozwoliła tylko nie stracić pozycji w peletonie wyścigu. Nie tak miało być. Raz jeszcze sproboję się odgryźć. A jak się nie uda? Ile razy jeszcze spróbuję poderwać się do lotu?







