o porażce
- poniedziałek, 01, styczeń 2018 23:53
- Andrzej Pilipiuk
W powieści George Orwella „Rok 1984” funkcjonują dwa mechanizmy po pierwsze „dwójmyślenie” czyli uznawanie danej cechy za zaletę lub wadę w zależności od okoliczności. Po drugie „zbrodnioszlaban” – czyli umiejętność automatycznego skierowania swoich myśli na inne tory w razie wykrycia treści antysocjalistycznych.
Mutację „zdrodnioszlabanu” obserwowałem w Polsce wielokrotnie. Wytresowała nas w tej sztuce „gazeta wyborcza”. U nas objawia się głównie automatycznym odrzucaniem tez – wszystkich tez – z uwagi na osobę która je wypowiada… Ludzie tacy jak J.Kaczyński czy A.Macierewicz (nie mówiąc o J.Korwinie-Mike czy W.Cejrowskim) ad definitione nie mogą mieć racji NIGDY. Cokolwiek powiedzą będzie wyszydzone, przekręcone lub w przypadku groźnych treści totalnie przemilczane przez media.
Druga mutacja to odrzucanie tekstów przez pryzmat pewnych zbitek poglądów. Gdzieś około roku 1992-giego jako nastoletni czytelnik „gazety wyborczej” trafiłem w tygodniku „Relacje” na artykuł o wkroczeniu sowietów na kresy i o spontanicznej reakcji miejscowych żydów. Uznałem artykuł za antysemicki – a zatem ad definitione – fałszywy. Kłopot w tym że trafiły mi się kolejne teksty a co więcej rozmawiałem z kilkoma świadkami tych wypadków. I w którymś momencie uświadomiłem sobie że coś jest nie tak. Że albo świat składa się z hord łgarzy-antysemitów albo faktycznie tak było. A skoro tak było - to tezy Michnika o żydach jako wiecznie poszkodowanej niewinnej ofierze nie da się obronić. I że trzeba samodzielnie kopać w poszukiwaniu prawdy.
Patrząc na odzew jaki wywołuje „Raport z Północy” widzę że ten zbrodnioszlaban działa nadal. Niemal 30 lat po obaleniu komuny, w epoce w której Michnik i jego „salon” są kompletnie już skompromitowani, mechanizm wyparcia wciąż działa jak sprawnie naoliwiona maszynka.
Piszę w tej książce prawdę. Piszę o sprawach naprawdę trudnych i poważnych. Przywołuję pamięć wielu różnych ofiar. Piszę o zbrodniach uczniów lutra i kalwina. Piszę o zbrodniach szwedzkiej demokracji (np. na Lapończykach). Piszę o zbrodniach popełnianych przez tzw. „uchodźców” i jak się je zamiata pod dywan. Wspominam o zbrodniach komuny. Piszę o rzeczach o których wypada wiedzieć.
Ludzie identyfikują moje poglądy jako zoologiczne i automatycznie odrzucają tekst. Odrzucają tekst uznając go za antyekumeniczny (bo luteranie to nasi bracia…), antysocjalistyczny (s kto ostro przeciw socjalizmowi to pewnie faszysta) i nieomal rasistowski (terroryzm przecież nie ma nic wspólnego z islamem, a obrzezanie kobiet jest w wielu kulturach).
Smutno mi.
W „Oku Jelenia” chciałem pokazać w miarę obiektywnie dwie strony konfliktu – Danię i Hanzę – jak dwa warczące psy walczące o ogryzioną kość która była ówczesna Norwegia. Chciałem pokazać Hanzę i w jej chwale i w upadku. To co było dobre i to co było złe. Sądząc po licznych recenzjach zrobiłem to źle.
W „Raporcie z północy” chciałem opisać Skandynawię na przestrzeni ostatnich 18 lat. Co widziałem o czym czytałem. Opisać obiektywnie i poziom życia i upadek społeczeństwa. To co dobre, czego powinniśmy się od nich uczyć, oraz to co złe i wstrętne… I znów się nie udało.







