O zwirzętach
- czwartek, 14, grudzień 2017 08:09
- Andrzej Pilipiuk
PiSowska ustawa o ochronie zwierząt wygaszająca branżę hodowli zwierzątek futerkowych dzieli społeczeństwo. Jak ja to widzę?
Z jednej strony rozumiem hodowców – mieli swój zawód, mieli swoje interesy, często odziedziczone jeszcze po dziadkach, mieli swój kawałek w miarę uczciwie zarabianego chleba. P czym urzędnik w warszawie podjął decyzję: KONIEC. To musi zrodzić poczucie ogromnej niezasłużonej krzywdy.
Z drugiej strony warunki życia zwierząt przeznaczonych na ubój są żenująco marne. A i sama likwidacja przebiega często z niepotrzebnym okrucieństwem.
Z trzeciej strony futra zwierząt drapieżnych to produkcja luksusowa – de facto zwykłym zjadaczom chleba są zbędne. Możemy się bez tego obejść tak jak obchodzimy się bez corridy.
Z czwartej strony – niewiele jest branż w których możemy uważać się za potentata – a na skalę europejską jeśli chodzi o futra byliśmy poważnym graczem… Nie przynosiło to może kokosów do budżetu ale zażynamy kurę która znosi jaja – może nie złote ale w obecnych warunkach rezygnacja z dochodów choćby niewielkich to głupota.
Z piątej strony – gdy my się wycofamy na nasze miejsce jak zwykle wcisną się Niemcy.
*
Jak bym to widział?
Po pierwsze zakaz zasadniczo uważam za słuszny – ale jeśli ma to mieć sens trzeba go wprowadzić na terenie całej UE i obwarować zakazem importu futer – bo inaczej jedynym efektem „zakazów” będzie przeniesienie produkcji do Chin. .
Po drugie znacznie ważniejszym problemem jest barbarzyński ubój zwierząt przez wykrwawienie na mięso halal. Skala tego zjawiska jest gigantyczna i lawinowo narasta. I nikt z nim nie walczy…
*
Są jeszcze dwa aspekty wprowadzanej ustawy. Po pierwsze ograniczenia w tresurze i występach żywych zwierząt dodatkowo utrudnią życie cyrkowcom
Po drugie – zielona hołota i wszelakie lewackie ekoświry uznają ją za wielkie zwycięstwo swego ruchu ale bynajmniej nie zamierzają spocząć na laurach.








