O nauce
- wtorek, 05, marzec 2013 05:23
- Andrzej Pilipiuk
Stan polskiej nauki jest fatalny z kilku powodów. Po pierwsze kadra. Powiem brutalnie: Spory odsetek moich wykładowców z archeologii powinien kopać rowy a nie stanowiska archeologiczne.
Drugi powód to materiał ludzki - ergo studenci. Powinny być drakońskie egzaminy wstępne, także ze znajomości języków obcych. Jesteś za głupi - spaaaadaj. Przyjmiemy 10 najlepszych z rocznika. 50 osób na miejsce? Ok. a potem egzaminy co semestr. Z limitami - dalej przechodzi np. 8 którzy zdadzą najlepiej. Aż zostaną ci którym naprawdę zależy. I ci którzy popchną daną naukę do przodu. Brak znajomości języków obcych był dla mnie straszną bolączką na studiach a jednocześnie – mimo tak ewidentnych braków udało mi się je ukończyć.
Powód trzeci to kasa – ale nim zajmiemy się dokładniej kiedy indziej.
*
Co z tego że będziemy mieli jak ZSRR milion uczonych (mam tak albumik z 1979-tego gdzie się chwalą ze tylu mają "wuzowców"). Mieli. Cool. I nie byli to głupi ludzie. Tyko nie uczono ich języków a w bibliotekach brakowało zachodniej literatury naukowej. I nauka ZSRR dublowała ogromna masę rozwiązań zachodnich (albo kradła technologie jeśli szpiedzy się przyłożyli do roboty). Liczy się jakość a nie ilość. lepiej mieć 1000 prawdziwych uczonych niż pół miliona nieprawdziwych.
I z drugiej strony - kształcenie studentów - nawet na tak skrajnie dziadowskim poziomie jak dziś kosztuje. Może zatem pieniądze te przekazać na badania, zakup literatury, sprzętu, etc. Wykształcić 20 uczonych zamiast 500, ale za to takich którzy będą potem pracować w zawodzie a nie na kasie w tesco. Powiedzcie mi proszę: Po cholerę nam np. 150 magistrów archeologii rocznie jeśli robota jest dla 1-2 czasem 3. Czy nie lepiej byłoby wyszkolić 3 archeologów i 147 dajmy na to szewców?
Europa stawia na masowość edukacji. Dlaczego? Bo zainfekowała się bakcylem egalitaryzmu. Równość jest cool, powszechny dostęp do studiów jest cool - tylko że dziwnym trafem dzisiejsza magisterka znaczy mniej niż przed wojną matura. A tzw. brać studencka to coraz częściej kompletne bydło. Gdy ja studiowałem zaczynały się na uniwersytecie kradzieże - wcześniej absolutny ewenement...
Przedwojenny maturzysta miał 18 lat a dzisiejszy magister 24. Żeby cokolwiek znaczyć w nauce i mieć szanse na pracę w większości zawodów trzeba mieć doktorat - zatem nauka do 30-tego roku życia…? Wtopiona państwowa kasa, zmarnowany czas wykładowców, zmarnowane lata życia ludzi którzy gdyby siedli na kasie mając 16 lat to w wieku 24 mogliby być już kierownikami zmiany w markecie. Kształćmy najlepszych a za 20 lat będziemy mieli prawdziwe elity.
*
Do tego masa ludzi nie idzie do pracy tylko "studiuje" - żyjąc na garnuszku rodziców, biorąc stypendia etc. A przypomnę ze w Polsce nadal brakuje 3 miliony mieszkań. w "kaczystowskim" programie "rodzina na swoim" zbudowano tylko 150 tyś. Program "kaczorów" - uwłaszczenie działkowiczów i automatyczne odrolnienie wszystkich gruntów w obrębie granic administracyjnych miast - przepadł w Sejmie.
Może zatem przeszkolić niedoszłych studentów w machaniu kielnią i posłać ich do roboty na budowy?







