o pleśni
- poniedziałek, 09, październik 2017 22:57
- Andrzej Pilipiuk
ok. teraz pytanie co robić z ludźmi szczerze wierzącymi w nazizm, feminizm, komunizm, ekologizm etc. a do tego posiadającymi talent literacki? (o sposobach oczywistych nie piszę).
Weźmy takie dwa przykłady:
W okupowanej Norwegii ich pisarz noblista Knut Hamsun pisywał felietony chwalące III Rzeszą i Quislinga. Zgłosił Geobbelsa do nagrody Nobla - a gdy kandydaturę utrącono wysła mu na pocieszenie swój własny medal. Na koniec kariery dowiedziawszy się o samobójstwie hitlera machnął mu jeszcze nekrolog w którym nazywał go bodaj "apostołem nowej ewangelii". Po wojnie wsadzono Hamsuna do psychiatryka by sprawdzić czy z głową u niego wszystko w porządku... Pisarz o ogromnym autorytecie zalegitymizował rządy morderców i kanalii...
Zwróćcie też uwagę - to w demokratycznym USA gdzie wolność słowa jest czczona niczym złoty cielec ukazała się książka Rahel Carson "milcząca wiosna" - będąca swego rodzaju manifestem wojujących ekonazistów. Efektem była delegalizacja DDT i globalna recydywa malarii co na przestrzeni ostatnich 60-ciu lat zabiło ok 100 milionów ludzi. Rahel Carson jest więc największa zbrodniarką XX wieku bijącą dokonania Mao Stalina i Hitlera razem wziętych.
Ergo: wiara w różne rzeczy nie może być dla pisarza carte blanche na wyłączenie zdrowego rozsądku. Powiem bardziej brutalnie - pisarz też czasem musi się walnąć w łeb klapą od kibla i rozejrzeć wokoło. Ocenić komu służy, co to za ludzie, co sobą reprezentują. Ocenić w co wierzy i co przekazuje w swoich książkach. Czy to co uznaje za wartości faktycznie jest wartościowe. Czy jest dla ludzi dobre, a jeśli tak to dla kogo jest dobre a dla kogo niedobre lub niewygodne.
Pisarz powinien też patrzeć kto jeszcze służy tej samej sprawie. Jeśli spostrzeże że ramię w ramię z nim maszerują różne kanalie musi zadać sobie pytanie: czy chcę iść gdziekolwiek w takim towarzystwie. Czy cel który mi wydaje się dobry na pewno jest dobry skoro przyciąga takich ludzi. Czy właściwie oceniłem to w czym biorę udział.
*
Piszę tu o ludziach którzy się pomylili. Którzy czegoś nie zrozumieli, coś źle wydedukowali, albo dali się przekonać cwanym manipulantom.
Bo oczywiście obok tych którzy zbłądzili maszerować będzie cała banda tych którzy przyszli z ofertą "będziemy wam służyli za pieniądze".
*
Moje książki znów sprzedają się -odpukać- nie najgorzej. To oznacza że prości zwyczajni ludzie - przedstawiciele naszej spauperyzowanej inteligencji mają pieniądze by je kupować... Wyciągam ostrożnie wnioski.
Mimo licznych zastrzeżeń do obecnej wałdzy nadal nie żałuję oddanego głosu...
*
Rozwijając myśl:
może się zdarzyć że ktoś niezbyt rozgarnięty ale z talentem literackim służy złej władzy. Legitymizuje ją w oczach ludzi. czasem - dziesiątek tysięcy ludzi.
w okresie II wojny św. nie mamy w Polsce podobnych przypadków - tzn. żaden z przedwojennych literatów wysokiej klasy nie zgłupiał na tyle by zabrać się za wychwalanie hitlera i nazizmu. A jakby się zabrał to by się ludzie popukali w czoło - bo codzienna rzeczywistość trwale impregnowała ich na takie zagrywki. Dodajmy że hitlera Polacy obchodzili tyle co zeszłoroczny śnieg, byli zaraz po Żydach w kolejce do krematorium i takich "artystów" po prostu nie potrzebował.
Ale po wojnie - sowieci mieli plany mniej eksterminacyjne - wystarczyło że gwizdnęli i masa ludzi malowniczo się zeszmaciła. Szmacili się pospołu ludzie przed wojną znani lubiani i szanowani - jak Jan Brzechwa. A obok szmaciły się całymi stadami młode zdolne siusiumajtki jak Szymborska.
Wielcy ale niezłomni - np. Kornel Makuszyński - zostali skazani na niebyt. Gdzieś tam wykańczali się na prowincji, a ich książki wycofywano w bibliotek i niszczono.
ergo: komuchy doprowadzili do drastycznego ograniczenia oferty czytelniczej. Z jednej strony - szwaby ułatwiły im robotę paląc tysiące bibliotek. (w tym zdecydowaną większość bibliotek szkolnych). Z drugiej czerwoni jednych skaptowali innych skazali na zapomnienie, oraz dokooptowali sobie świeży narybek.
Produkcyjniaki zdominowały rynek.
*
Sytuacja dziś przypomina trochę tamtą. Sprzedać się łatwo. Trudniej niż 3-4 lata temu ale nadal łatwo.
można się zeszmacić i mieć z tego pieniądze albo będąc szmatą jeszcze na tym zarobić.
Szeroko pojęta kulturą nadal rządzi lewica. W tym monolicie czynione są coraz to nowe wyłomy ale zasadniczo dopóki lewaki siedzą po instytucjach kultury i dysponują jakimikolwiek pieniędzmi sytuację mamy taką: początkujący pisarze prawicowi muszą z mozołem wyrąbywać sobie drogę kilofem, walczyć o każdy metr, podczas gdy po tamtej stronie matrixa wystarczy umieć w miarę składnie składać zdania by iść świecą do góry.
Wystarczy wiedzieć jak i komu przywalić oraz mieć znajomości w odpowiednich kręgach. Reklama za frajer gdzie tylko się da. Zyski z debiutanckiej powieści pozwalające kupić mieszkanie. Ekranizacje. Przekłady (dotowane...). Nagrody literackie po kilkadziesiąt tyś złotych. Granty, stypendia etc.
Nalot dywanowy.
Wolność słowa w Polsce po 1989-tym wielokrotnie przegrywała wobec zjawiska masowości informacji suflowanych przez tą drugą stronę.
Literatura kojarzona z prawicą i konserwatywnymi wartościami z trudem wygrzebuje się z niszy.
Do tego dodajmy uwarunkowania specyficzne - w 2011-tym popełniono zbrodnię na polskiej kulturze jaką był vat na książki. (w dodatku wprowadzony w warunkach lawinowo rosnącego bezrobocia). To było nagłe wyszarpnięcie dywanu spod nóg. Mi nakład siadł o 1/3. Rąbałem kilofem granit i jakoś powoli szło a tu nagle bazalt...
Połowa księgarni nie przetrwała okresu 2007-2015.
Czy głośni lewicowi twórcy zamilkli? Nie. Schudli? Też nie. Im to na dziesiątki sposobów zrefundowano.
*
walka z tą pleśnią zajmie całe dekady... I nie jest powiedziane kto wygra.







