O nauce pisania
- środa, 13, wrzesień 2017 21:50
- Andrzej Pilipiuk
Czy można nauczyć kogoś pisania – „od zera”? Tj. bierzemy pierwszego z brzegu w miarę rozgarniętego osobnika i informujemy go „będziesz pisarzem – a teraz siad na zadzie, kajet w garść i będziemy się uczyli tego fachu”.
To dobre pytanie… Wydaje mi się że to nie do końca jest wykonalne. Człowiek bez elementarnych zdolności manualnych nie zostanie szewcem. Człowiek bez odrobiny talentu nie zostanie malarzem… Z literaturą zapewne jest podobnie.
Zakładam że pisanie opowiadań czy powieści to umiejętność która wymaga jednoczesnego wystąpienia szeregu cech.
-trzeba znać język w którym chce się pisać – tj. operować polszczyzna bogatszą niż 800 wyrazów potrzebnych do codziennego porozumiewania się i robienia zakupów. Jak ktoś nie ma jako rodziców pracowników naukowych z co najmniej trzypokoleniowym stażem musi to nadrobić – np. czytając książki. I to nie tylko fabularyzacje Minecrafta…
-warto mieć zainteresowania. W miarę możliwości szerokie i interdyscyplinarne. Dzięki temu tworzy się lepszych bohaterów – można im dać nietuzinkowe zdolności, pozwolić by błysnęli naszą erudycją etc. zazwyczaj jak zgłębiamy temat poznajemy wiele anegdot i informacji niedostępnych „profanom” – wygrzebane z nudnych mongrafii ciekawostki można wrzucać do tekstów budząc podziw tych którym nie chciało się czytać 1000-stronicowych uczonych ksiąg…
-trzeba posiadać umiejętność grzebania – jak się czegoś nie wie trzeba umieć to znaleźć albo odszukać ludzi których można wypytać. Jak się znajdzie coś dziwnego trzeba umieć sobie postawić pytać „jak to działa”, „do czego służyło”, „jak zostało wykonane”…
-trzeba posiadać trochę umiejętności obserwacji świata. Wyłapywać ciekawych ludzi z otoczenia, przydatne lub inspirujące informacje z szumu medialnego, trzeba umieć wychwycić fajne powiedzonka, przysłowia etc. To wszystko co pozwoli zróżnicować bohaterów. Uczynić ich bardziej ludzkimi. Odrobina psychologii nie zaszkodzi. Tak żeby wiedzieć co ludźmi kieruje i co może kierować… Bo nie wszyscy myślą tak jak my.
-trzeba posiadać wyobraźnię płonącą jasno jak świeca. A jak tylko pełga umieć przekuć w fabuły znalezione w świecie informacje o zdarzeniach rzeczywistych. Trzeba umieć powymyślać bohaterów od zera lub skroić ich na podstawie postaci realnie żyjących. Trzeba umieć tych wymyślonych ludków zderzyć z wymyślonymi sytuacjami fabularnymi. I tak żeby się wywinęli spod kosy. I nadupcyli tym złym…
-Trzeba być pracowitym. Lenie zginą. Po prostu. Trzeba umieć poświęcić teraźniejszość dla przyszłości. Wywalić telewizor, ograniczyć net, połamać płyty z grami… Nauczyć się ograniczać rozrywki które nie dają nic a żrą czas…
-trzeba mieć wiarę. Wiarę w opiekę Opatrzności, wiarę w siebie, wiarę w przeznaczenie, wiarę w swoje gwiazdy, wiarę w przyszłość. Element transcendentalny – poczucie że jeszcze kiedyś nadupczy się całemu wielkiemu złemu światu - coś co pomoże zacisnąć zęby i iść dalej w chwilach gdy nic nie będzie wskazywało że kiedykolwiek gdziekolwiek się dojdzie.
Zebrawszy te cechy do kupy można zacząć pisać na poważnie. I na tym etapie polegnie 80-90% próbujących. Polegną na niuansach języka. Do pisania bowiem trzeba nabyć małpiej zdolności klejenia słów w zdanie, zdań w akapity i akapitów w strony…
Warsztaty literackie widzę jako okazję do doszlifowania tej ostatniej umiejętności…








