W niedzielę

...obchodziliśmy "dzień książki". Były jakieś imprezy (mnie nie zaproszono).

 

Przy okazji dowiedzileiśmy się że władzuchna kochna przekazuje z budżetu 660 milionów zł rocznie na upowszechnianie czytelnictwa.

Cool... a nie, bynajmniej nie jest to wiadomość szczególnie radosna.  

Na co pójdą te pieniądze? 

Większośc tradycyjnie - w błoto. 

Część rzuci się na dotowanie 72(!!!) "czasopism literackich" - tak marnych że nie są w stanie samodzielnie utrzymać się na rynku.

(ale jest redakcja, kilka etatów dla kolesi i grupa zakumplowanych "pisarzy" i "krytyków literackich" których trzeba wspierać)

Część pójdzie na dotowanie publikacji książek których nikt normalny by nie kupił. 

Część na promocję polskich książek za granicą - czytaj - dopłaty dla zakumplowanych tłumaczy i zakupolowanych zagranicznych wydawców...

Trochę skapnie biliotekom. Na książki? nie - na organizację spotkań autorskich. 

Na kilka zaproszą i mnie.

Szkoda tych pieniędzy - zostaną zmarnowane. Utuczą się na nich różne drobne weszki a nic dobrego z tego nie wyjdzie.

*

Jak ja bym to zrobił?

Dałbym dotację na założenie ogólnopolskiego czasopisma literackiego dla młodzeiży. (założenie i powiedzmy pół roku działaności - potem mają utrzymać się sami). Pisma gdzie możnaby poczytać co ciekawego jest wydawane, gdzie byłoby miejsce na prozę czytelników, gdzie możnaby debiutować. 

Na bazie takiego medium - można organizwoać cykliczne konkursy wiedzy o twórczości różnych autorów z fajnymi nagrodami. Budować ruch czytelniczy i wychowywać przyszłych pisarzy. 

*

Ps. a co ze zniesieniem vat na książki? 

 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/