W niedzielę
- poniedziałek, 24, kwiecień 2017 09:56
- Andrzej Pilipiuk
...obchodziliśmy "dzień książki". Były jakieś imprezy (mnie nie zaproszono).
Przy okazji dowiedzileiśmy się że władzuchna kochna przekazuje z budżetu 660 milionów zł rocznie na upowszechnianie czytelnictwa.
Cool... a nie, bynajmniej nie jest to wiadomość szczególnie radosna.
Na co pójdą te pieniądze?
Większośc tradycyjnie - w błoto.
Część rzuci się na dotowanie 72(!!!) "czasopism literackich" - tak marnych że nie są w stanie samodzielnie utrzymać się na rynku.
(ale jest redakcja, kilka etatów dla kolesi i grupa zakumplowanych "pisarzy" i "krytyków literackich" których trzeba wspierać)
Część pójdzie na dotowanie publikacji książek których nikt normalny by nie kupił.
Część na promocję polskich książek za granicą - czytaj - dopłaty dla zakumplowanych tłumaczy i zakupolowanych zagranicznych wydawców...
Trochę skapnie biliotekom. Na książki? nie - na organizację spotkań autorskich.
Na kilka zaproszą i mnie.
Szkoda tych pieniędzy - zostaną zmarnowane. Utuczą się na nich różne drobne weszki a nic dobrego z tego nie wyjdzie.
*
Jak ja bym to zrobił?
Dałbym dotację na założenie ogólnopolskiego czasopisma literackiego dla młodzeiży. (założenie i powiedzmy pół roku działaności - potem mają utrzymać się sami). Pisma gdzie możnaby poczytać co ciekawego jest wydawane, gdzie byłoby miejsce na prozę czytelników, gdzie możnaby debiutować.
Na bazie takiego medium - można organizwoać cykliczne konkursy wiedzy o twórczości różnych autorów z fajnymi nagrodami. Budować ruch czytelniczy i wychowywać przyszłych pisarzy.
*
Ps. a co ze zniesieniem vat na książki?









