Z kuźni
- piątek, 16, wrzesień 2016 16:25
- Andrzej Pilipiuk
Na posterunku w Wojsławicach zadzwonił telefon. Birskiemu cholernie nie chciało się odbierać, ale ostatecznie do końca dyżuru zostały mu jeszcze cztery godziny…
- Służba nie drużba – westchnął.
- …zaległy urlop, urlop… - odpowiedziało złośliwe echo z piwnicznej celi.
A może to były duchy dawnych aresztantów? Walcząc z nieludzkim osłabieniem ,podniósł słuchawkę.
- Halo? – zapytał nieregulaminowo.
- Chciałbym anonimowo zgłosić przestępstwo – głos w słuchawce dziwnie zakwilił.
Ktoś ewidentnie chciał ukryć tożsamość. Birski przyzwyczaił się już dawno do podobnych zagrań, połowa telefonów, które obierał była dokładnie taka…
- Ty się, Wędrowycz, nie wygłupiaj i nie zawracaj mi gitary – warknął. – Poznałem cię po głosie, łachmyto. Czego mi przeszkadzasz? Tu się pracuje!
- A to przepraszam. Tak pomyślałem, że chce pan zrobić sobie wynik i dopaść kolesi, którzy ukradli zarżnęli i zeżarli krasulę Bardaków. Ale skoro pan zajęty, to do widzenia.
- Czekaj! – Posterunkowy z wrażenia aż poderwał się na równe nogi. – Na to zawsze znajdę czas! Gadaj!
/.../
- Dręczy mnie pytanie, co z tego będę miał? – głos Jakuba stwardniał.
- Powiedzmy tydzień, no ewentualnie… Proponuję dwa tygodnie paktu o nieagresji.
- Miesiąc rozejmu i wlepi pan Bardakom piętnaście mandatów… Na przykład za zaśmiecanie, niechlujny wygląd w miejscu publicznym i tak dalej.
- Ty się Wędrowycz w końcu doigrasz! Przecież takie układy z elementem patologicznym są kompletnie niezgodne z regulaminem… A rozmowy z posterunkiem się nagrywają i znowu będę musiał przez ciebie wymienić kasetę, dłubać przy plombach i zabezpieczeniach… A zresztą, no dobra, niech ci będzie… Ale to już przedostatni raz!







