do znudzenia odpowiadając Pilastrowi...
- czwartek, 19, maj 2016 23:45
- Andrzej Pilipiuk
>Do tego należy jeszcze dodać totalną nienawiść i pogardę jaką żywi PIS i jego fani wobec swoich przeciwników.
Wydaje mi się że po tej drugiej stornie jest jakby więcej tej nienawiści. Prowokatorzy z czasu zadym o krzyż - „Andrzejek” i „Joanna Schizofreniczka” to też ludzie powiązani z PO. Co tam jeszcze mieliśmy? Bluzgi palikota i niesiołowskiego. Sikanie na znicze i inne takie. Wreszcie bestialskie morderstwo w biurze poselskim. I jeszcze Jan Klusik – został pod krzyżem kopnięty w pierś przez jakiegoś dresa. Przez kolejne dni uskarżał się na bóle wreszcie zmarł - oficjalnie na zawał. Sprawca kopnięcia nieustalony…
Marsze niepodległości były rozbijane od środka przez prowokatorów (kilku zidentyfikowano na zdjęciach jak przyjacielsko gawędzą z policją). Uczestnicy byli szykanowani (zatrzymania autokarów), bici..
A pamiętasz sprawę gliniarza który kopał uczestnika w twarz? Gdyby nie film to skopany poszedłby siedzieć – był oskarżony o napaść na funkcjonariusza, a usłużny sąd wyrok od ręki klepnął.
Nienawiść, pogarda i przemoc. Pogarda lejąca z TV. Przemoc w wykonaniu bezkarnych bojówkarzy i funkcjonariuszy państwa. To nie pisowskie bojówki polowały na pełowców tylko jakby na odwrót.
Zapomniałeś?
Jescze jedno: porównaj wpisy na onecie i na gazeta.pl z wpisami z forum niezlezna.pl
Język, sposób formuowania zdań...
Jesienią powiały w polityce nowe wiatry – i kolejny marsz niepodległości jakoś obył się bez zadym, demolki, podpaleń… Uczestnicy nagle się ucywilizowali?
>Nazywanie ich "synkami milicjantów i ubeków" to najłagodniejsza jeszcze forma (charakterystyczne że jesteśmy >"ubekami", ale nigdy "partyjniakami", czy "nomenklaturą", choć PRL-em rządziła właśnie, a przynajmniej po 1956 >roku PZPR, a nie SB),
DO PZPR w rekordowych latach należało 1’700’000 ludzi (spory odsetek tylko na papierze).
UB a potem SB utrzymywało aparat około 40-60 tyś funkcjonariuszy etatowych którzy posiadali agenturę około 250 tyś. kapusi.
Biorąc pod uwagę następstwo pokoleń i długość służby w obecnej Polsce nadal żyje około 100 tyś byłych funkcjonariuszy UB i SB. Biorąc pod uwagę wskaźniki dzietności w PRL i fakt że mieli oni znacznie lepsze warunki rozrodu – (mieszkania, pensje, spec zaopatrzenie, gdy było źle - nawet lepsze kartki na mięso). Podejrzewam ze wśród nas żyje nie mniej niż 200 tyś ubeckich dzieci.
Tak zakładam – znałem w życiu jedną ubecką rodzinkę – mieli troje. Milicjantów znałem trzech. Dwaj mieli po dwoje, a jeden tylko syna. Standard. Choć z drugiej strony wszyscy jeździli autami na które nijak nie byliby w stanie uskładać z normalnych poborów… Po 1989-tym bardzo szybko i ubecy się wyprowadzili i milicjant kupił sobie dom.
Zakładam że duże pieniądze mieli już przed 1989-tym. Na pewno u progu przemian dysponowali gotówką którą mogli zainwestować, mieli dostęp do kredytów, a prowadząc np. hurtownię nie musieli się obawiać że ktoś ich przekręci. Część interesów robili między sobą a ludzie z zewnątrz gdyby coś kombinowali szybko zostaliby nauczeni rozumu.
Czy z ubeckiego pochodzenia się „wyrasta”? Ubeckie dzieci i wnuki w socjalizm nie wierzą – to oczywiste. Dziedziczą jednak pewien sznyt ubeckich domów. Niechęć do określonych grup społecznych, cynizm, libertynizm i przekonanie o wyższości swojej grupy. Oraz ateizm - mniej lub bardziej agresywny.
Ci ludzie rzecz jasna nadal chcą wpływać na rzeczywistość. Byłoby wręcz dziwne gdyby nie próbowali. Dlatego korumpują kolejne rządy by pod ich parasolem robić wielkie interesy, małe interesiki i ordynarne przewały w rodzaju Amber-Gold. Mają długie ręce ale przede wszystkim ich bronią jest pieniądz.
W latach 1982-91 szwadrony śmierci SB zamordowały ok 200 ludzi (tzw. „lista Rokity”) Oficjalna lista ofiar stanu wojennego to bodaj 92 osoby. Żaden z 38 żyjących jeszcze generałów SB nie poniósł adekwatnej kary. Synowie i wnuki działają.
Swoją drogą niedawno znalazłem jednego znajomego milicyjnego synka na liście członków zarządu pewnej spółdzielni.
>bo przecież spotykane są i "larwy", esbeckie mordy", osławiony już "gorszy sort", >"targowica", a już na pewno
Oraz: PO-myje, lemingi, michnikoidy (nie chwaląc się osobiście to słowo wymyśliłem!) etc. Wydaje mi się że określenie ubecka morda jest jednak delikatniejsze niż nazywanie przeciwnika „pisuarem”.
> "masa polskojęzyczna", "osoby wykorzenione z poczucia polskości" etc
Część tych ludzi faktycznie posiada niepolskie pochodzenie. Część to potomkowie polskich żydów-komunistów. Nie jest ich wielu ale są widoczni. Bardzo wielu pozmieniało nazwiska (np. Goldberg-Różański czy Unterwieser - Orliński), a nie którzy nie. (choć generalnie „listy żydów” powielane w necie to bzdura). Jakiś odsetek (nikły) – to potomkowie Polaków – obywateli ZSRR których przywieziono tu po 1944 roku. Ale są też nich potomkowie normalnych Polaków którzy dziś uważają się za „Europejczyków”… Są dyplomaci i europosłowie którzy działają na rzecz UE czy RFN ignorując interesy Polski.
Śmiało można powiedzieć o nich że są wykorzenieni. Takie po prostu są twarde fakty.
>No i oczywiście, kazdy kto do czegoś doszedł i czegoś się dorobił, to "bogaty złodziej"
Moim zdaniem nie każdy – ale przypuszczam że może to być połowa lub więcej.
W naszym kraju pierońsko trudno dorobić się ciężką uczciwą pracą. Mojemu Dziadkowi się nie udało. Nigdy nie zdołał odzyskać tego co miał przed wojna. Ojcu też się nie udało. Dwukrotnie podle Go oszukano – robił przedpłaty na małego fiata i wpłacał na książeczkę mieszkaniową dla mnie. Obie inwestycje pochłonęły niemały pieniądz i g.. z tego wyszło.
Ja próbuję już dwudziesty rok. Mam 3 pokojowe mieszkanie, 10-letnie auto. Latem pojadę na tydzień przepłynąć się jachtem. (nie, własnego nie mam)(planowałem nabyć dmuchany kajak ale w końcu jakoś nie kupiłem). Ergo: z własnego doświadczenia widzę że ciężka harówa daje jakieś tam efekty.
Ale obok nas żyją ludzie którzy nie plamią się robotą – a jednak kasę mają…
>"niepolak"
Jak zdefiniujemy „polskość”? Czy wystarczy Dziadek w maciejówce na głowie opowiadający o wojennych przygodach? Albo czy taki dziadek to gwarancja Polskości?
Oczywiście: Definiują nas pamiątki. Zdjęcia przodków w mundurach cyknięte pospiesznie w sierpniu 1939. Stare medale w walizce na pawlaczu. Dokument o zwolnieniu dziadka z obozu jenieckiego z powodu gruźlicy… Naszywka z numerem odpruta z obozowego pasiaka cioci. Nóż do listów wykuty z odłamka niemieckiego pocisku wyciągniętego z własnych jelit. Kula która zabiła przyjaciela.
Polskość to pamięć o tym kim się jest, skąd się pochodzi i kim byli nasi przodkowie. To nasza wieś, nasza gmina, nasza kamienica. Opowieści: to jest jar w którym pradziadka opadły wilki. Tu zakopany jest szkop którego zadźgał widłami dziadek. Do tej szkoły chodził mój Ojciec a dziś ja.
*
Zdawkowa rozmowa.
-Ukończyłem chełmską szkołę techniczną.
-Mój dziadek też tam chodził, przed wojną jeszcze.
I błysk zrozumienia. Nić porozumienia. Nie jestem jeszcze „swój” ale już nie „obcy”.
*
Polskość to też świadomość: nasi antenaci byli po tej a tej stronie. Robili to i to. Strzelali do tych i owych za to i za to… I do nich strzelano… Może się trafić człowiek będący z pocohdzenia Żydem, Tatarem, Ormianinem, Ruskim - ale jego dziadek poszedł kiedyś z naszymi walczyc przeciw wspólnym wrogom. I on dziś staje z nami ramię w ramię. Jest swój.
I właśnie to wszystko zebrane razem do kupy daje nam niezbywalne prawo do zapytania każdego podejrzanego luja:
Kim jesteś?
Skąd przyszedłeś?
Co robili twoi przodkowie?
Co twój dziadek robił podczas wojny?
Dlaczego nie nosisz nazwiska swojego ojca?
Czego szukasz na ziemi której MY jesteśmy GOSPODARZAMI?
*
Myślisz że to bez znaczenia? Rządził już nami wnuk hitlerowca. Prezydent Warszawy jakoś dziwnie migała się od pytań o pożydowską kamienicę którą w czasie wojny „kupił” jej teść. Pouczał nas z łamów swojej gazety syn człowieka przed wojną skazanego za pracę agenturalną dla Stalina…
Wszystko się wiąże. Wszystko ma znaczenie.






