Listy ze wschodu
- środa, 06, luty 2013 22:37
- Andrzej Pilipiuk
Trzy dni w podróży na wschód. W poniedziałek – Lublin i Skansen – Muzeum Wsi Lubelskiej. Odbyłem miłą rozmowę – jak to regionalista amator z fachowcami. Obejrzałem powstającą ekspozycję „Miasteczko” – w tym replikę domu szewca Fafki z Wojsławic. Na razie gotowa jest jedna pierzeja z planowanych czterech i trochę innych zabudowań. Już wygląda to uroczo, już widać ogrom włożonej pracy – a myślę, że pełnią blasku zajaśnieje dopiero za kilka lat. Człowiek się łapie ze chciałby mieć taki mały domek w miasteczku, gdzie każdy zna każdego, gdzie te same sklepiki funkcjonują od lat, przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Lublin i Chełm w wyglądają jakoś optymistycznie – sporo nowych domów, inwestycje, widać też wyremontowane stare kamienice. Przypomina mi się odwiedzona w zeszłym roku Łódź – te dziesiątki smutnych opuszczonych czynszówek i kamieniczek, straszących pustymi oknami i czekających na wyburzenie. Tu na wschodzie kryzys widać bardziej w oczach ludzi.
Wojsławice zmieniają się. Tu też ludzie postawili mimo kryzysu sporo nowych domów. Wiadomo - tak mieszkańcom będzie się żyło lepiej i wygodniej. Ale mnie prześladują obrazy z dzieciństwa – miasteczko w latach 80-tych, typowy do bólu unsere sztetl pełne szop, szopek, przybudówek mieszkalnych i pożydowskich piętrowych kamieniczek. I jakoś mi tego cholernie żal. Czego żałować? Kupy strych dech i cienkich ścian stawianych z cegły rozbiórkowej i białego kamienia? Ale tamten świat pełen koślawych płotów, zapadających się dachów poczerniałego drewna wydaje mi się bardziej swojski i prawdziwszy niż obecne pstrokate barwy tynków i sterylna czerwień blachodachówki. Zatraciliśmy gdzieś równowagę między pięknem a nowoczesnością. Szkoda że nie mogę o tym porozmawiać z profesorem Zinem – wydaje mi się że On rozumiał to dość podobnie jak ja. Przede wszystkim czuję bunt przeciw swego rodzaju unifikacji architektury. Wszystko dziś jak Polska długa i szeroka stawia się na jedno kopyto – pseudo dworki dla nuworyszy, którym słoma sypie się nawet nie z butów, ale z pustych łbów.
Pośrodku rynku w Wojsławicach – Ratusz. Zrobiono już ocieplenie, trwają prace na dachu i otynkowano na razie tylko wieżę (z zegarem). Patrząc od północy mamy trzy wyraźne dominanty, szczyt kościoła dzwonnica cerkwi i właśnie ratuszowa wieża.
Myślałem że przejdę się na cmentarz wojenny i zapalę świeczkę – ale niestety – przyszła odwilż. Po tych borowinach na Białej Górze nie da się przejechać a i przejść nawet w dobrych butach ciężko. Błoto po pachwiny. Tyle co na gminnym cmentarzu zapaliłem Przodkom. Rower okazał się bardzo dobrym środkiem lokomocji, objechałem okolicę szybko i sprawnie.
W środę rano w drodze na PKS obleciałem jeszcze targ. Tu też wiele się zmieniło przez te 25-30 lat. Ani jednej furmanki, ani jednego konia. Nic szczególnie ciekawego – praktycznie brak już zwierząt gospodarskich. Ale ludzi sporo.







