O ksiązkach i słoniach.

Najtrudniej napisać pierwsze dziesięć książek. 
Teraz ta myśl Was śmieszy. 10 książek to jakiś kosmos gdy pisze się pierwsze opowiadania. 

Gdy w bólach i męce napiszecie zredagujecie i wydacie pierwszą książkę moja idea Was przerazi. 
Ujrzycie bowiem przed sobą dziki nieprzebyty las do wyrąbania, z mglistą obietnicą że będzie łatwiej 
Ale za kilka lat, gdy spostrzeżecie że niepostrzeżenie przekroczyliście pierwszą dziesiątkę - przyznacie mi rację :twisted:

 

Miałem to przy pisaniu samochodzika. Termin goni trzeba siadać do roboty. Nie idzie. I ta świadomość przede mną - 200 stron znorn. (circa 400 k znaków do wklepania). a potem ulga - zrobiłem to już 10 razy i dałem radę. No to zrobię po raz jedenasty. Dziesięć czy jedenaście to żadna różnica. 

Bo czym ten dzień różni się od tamtych? co najwyżej tym że dziś wprawy mam ciut więcej ;)

Kazali napisać książkę to napiszę. Trzeba oddać za trzy tygodnie bo jeden z autorów nawalił i jest obsów - to będzie za trzy tygodnie. może by w dwa tygodnie - ale to będzie siedzenie po 12-14 godzin dziennie - musicie coś dorzucić ekstra. Ślusarz narzędziowy ratuje plan kwartalny...

Myślę że doświadczenie przy każdego rodzaju pracy budzi w człowieku swoistą pewność siebie (nie mylić z nonszalancją!). Każą to się napisze i tyle. Pierwsze książki to przeżycie, emocje - mimo drobnych niedoskonałości. Najpierw wrażenie szaleńczego porwania się z motyką na słońce. człowiek myśli "Pisarze to Chmielewska, Łysiak, Szklarski, Wernic. Gdzie ja się pcham. To nie jest moje miejsce". Później idzie lżej. Piszemy, czytamy, redakcja autorska nadajemy szlif - stwierdzamy: dobra. Może lepsza od poprzedniej. Na pewno nie gorsza. No to filiżanka kawy i piszemy następną. I nagle człowiek widzi że jest dla niego krzesło - gdzieś przy końcu stołu... 

Myślę że ta pierwsza dziesiątka to granica za którą człowiek czuje się już spokojnym profesjonalistą "oświeconym i zjednoczonym ze wszechświatem". Zyskuje świadomość swoich ograniczeń, wie komu nie podskoczy pewnie nigdy, a komu podskoczy za 5 lat, ale konieczność wklepania kolejnych 500 k znaków przestaje być ograniczeniem. 

*

Kryterium 300 godzin - by umieć wykonywać daną robotę dobrze. 
(kasa w biedronce...)
Kryterium 10 tysięcy godzin - by osiągnąć poziom majstra. 
(tyle trzeba wtopić by nauczyć się dobrze grać na skrzypcach).
Reszta życia by zostać mistrzem.

Lub nie. 

 


Fachowość i płynąca z niej pewność siebie. 
To musicie nabyć. 


*

Słoń jest kilkadziesiąt razy silniejszy od człowieka i ma masę rzędu 4 ton. W ruchu nie da zatrzymać. To jak próbować zatrzymać czołg. Pocisk nitro expres jest w stanie powalić słonia - ale nawet precyzyjnie trafiony nie zatrzyma się tak zupełnie w miejscu.

W ZOO Boras (Szwecja) młody pracownik słoniarni był uzbrojony w elektryczny ankuz z ładunkiem zdolnym w razie czego oszołomić słonia. (coś tam milion wolt i wysoki amperaż)(trasery używane na ludzi mają bodaj 200 tyś volt i skromny amperaż). Facet lubił te zwierzaki ale raczej unikał wchodzenia na wybieg. 

Mój Ojciec stary wyjadacz w warszawskim ZOO zaganiał słonie a potem hipopotamy uzbrojony miotłę ;)

Taka różnica ;)

Pierwsza książka to Wasz pierwszy dzień na słoniarni. 

Te bydlaki są DUŻE. Ruszają się. Mogą rozdeptać.
Czujecie że przydałby się wam ktoś z rusznicą przeciwpancerną jako ubezpieczenie. 

Potem stwierdzacie że w sumie może wystarczy ankuz walący milionem wolt.
Bo w Szwecji takie noszą. Rąbniemy słonia trąbę jelektryką, on odskoczy w tył a my w drugą stronę i chodu...
Może nie dogoni... 

Przyjdzie dzień gdy zrozumiecie że TO już jest w was. 
Że w sumie i gołymi rękami można. Że potrzebna Wam tylko brzozowa miotła jako zewnętrzny atrybut wewnętrznej siły.

*

Wydaje mi się że ta granica to 10 książek. Może dla kogoś mniej. Może dla kogoś więcej.

 

 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/