gonienie zachodu?

Czy było możliwie dogonienie zachodu? Wydaje mi się że tak ale z kilku przyczyn to nie nastąpiło.

*

Zacznijmy od początku: określenie „wzrost PKB” nie znaczy NIC. Jak w Bangladeszu postawią fabrykę trampek to wzrost roczny im skoczy o 5%. Jak Niemcy postawią 50 podobnych fabryk to PKB im wzrośnie o 0,2%. Przed wojną mieli parametr „produkcja przemysłowa”. Także dochód w dolarach per capita niewiele nam mówi – bo żywność mamy nadal o 3/4 tańszą niż w Szwecji. Dolar ma u nas zupełnie inna siłę nabywczą. A jeszcze inna miał w 1985-tym gdy dobra płaca to było 20 dolarów albo po uwolnieniu rynku walutowego w 1990-tym gdy zarobki skoczyły do 150-200 dolarów.

*

Owszem startowaliśmy z bardzo niskiego pułapu. Park maszynowy polskich przedsiębiorstw i zakładów wytwórczych był horrendalnie przestarzały. Ostatnią wielką inwestycją były działania Gierka – w latach 70-ttych masowo wymieniano obrabiarki. Stare szły na złom na ich miejsce instalowano niemieckie, angielskie, francuskie.  

Uściślijmy: na złom szły totalnie wyeksploatowane maszyny carskie, sanacyjne, poniemieckie i dary od przyjaciół z ZSRR – sowieckie z lat 40-tych. Na ich miejsce montowano maszyny zachodnie – ale nie nowe tylko te które odsłużyły w ich fabrykach 5-7-10 lat, zostały uznane za zakumulowane i wymieniano je na nowe. Używane nasze centrale kupowały po cenie złomu.  U nas remontowane albo i nie służyły spokojnie kolejne 20 lat.

W 1990-tym mieliśmy park maszynowy którego główną masę stanowiły maszyny przestarzałe o 30-40 lat w stosunku do zachodnich.  Było trochę nowocześniejszych – ale np. dawne zakłady Majewskiego w Pruszkowie (kredki i ołówki) nadal pracowały na maszynach carskich!!!

*

Co do technologii. Mieliśmy trochę własnych i trochę kupionych przez Gierka. Oczywiście nie sprzedawano mu technologii najnowszych ani najlepszych. To co wytwarzał nasz przemysł doby Gierka i Jaruzela było nowoczesne w porównaniu z wyrobami  sowieckimi i w miarę przyzwoite jak na warunki RWPG. Nasze fiaty 126p. były lepsze od trabantów. Nasza coca-cola (napój o nazwie „Bambo”) była smaczniejsza (tzn. bardziej podobna do oryginału) niż robiona w NRD.

*

Odgryzaliśmy się też na innych polach. Mieliśmy przyzwoitą czekoladę (okresowo na kartki). Nasze tekstylia były obiektem westchnień mieszkańców ZSRR. Ale namioty już wtedy sprowadzaliśmy z Chin… - nasz przemysł nie nadążał. Byliśmy królami tego śmietnika. Robiliśmy rzeczy niezłe – przyzwoite radiomagnetofony, magnetowidy np. seria magnetowidów „Kasprzak” do użytku domowego – niestety powstały tylko serie sygnalne lub prototypowe. W 1987 robiliśmy już komputery szkolne  https://pl.wikipedia.org/wiki/Elwro_800_Junior

*

Ogromna siłą Polski w krajach RWPG było to że JAKO JEDYNI NIE PRZESZLIŚMY KOLEKTYWWIZACJI ROLNICTWA. Wszędzie wokoło były kołchozy. Od NRD po Rumunię. Mieliśmy też „wolne” rzemiosło. Prywaciarzy. Rzecz za granicą nie do pomyślenia – tam fachowcy robili fuchy po godzinach pracy albo w trakcie godzin pracy) u nas były prywatne firmy. Malutkie – ale dużo. Im też przywalono u progu transformacji mordercze podatki. A te które były w rękach towarzyszy z podatków zwolniono. I dano im kredyty które potem umorzono... Ubecja się uwłaszczała przez całe lata 80-te.

*

Zderzenie z gospodarką krajów wolnego świata musiało zdemolować nasz świat. Pytanie tylko o skalę tej demolki. I jak szybko zdołalibyśmy się pozbierać gdyby władza nie waliła nas na odlew maczugą po łbie… Gdyby np. zakłady takie jak Kasprzak czy Elwro dostały np. 10 lat zwolnień podatkowych, zamówienia rządowe i kredyty na rozwój? Bo te największe firmy niszczono celowo zadłużano, sprzedawano elementy majątku etc. Hmm… a gdyby te firmy chapsnął jakiś cholernie ważny ubek albo partyjniak? Swojaka by chyba nie skrzywdzili. Akademickie rozważania…

De facto po 1990-tym otworzyliśmy nasze rynki na produkcję zachodnią i zaczęliśmy forsowną prywatyzację wszystkiego – bez choćby próby restytucji (tzw. reprywatyzacji) mienia zagrabionego przez niemców i  komuchów. Zachodnie wyroby nas zalały. I co więcej przepływ ten był jednostronny – bo niemieckie rynki były chronione cłami zaporowymi i wyśrubowanymi normami które nasze wyroby by zapewne spokojnie spełniły – ale tamci wymagali drogich certyfikatów jakości wystawianych przez swoje laboratoria.

Mówiąc brzydko wydupczyli nas jak chcieli a „nasze” władze zachowały się jak obozowi kapo.

*

Gdyby Europa zachodnia zachowała się fair a nasza władza nie przeszkadzała – mielibyśmy te 10-15% wzrostu rocznie przez dekadę. Weszlibyśmy w niszę ekologiczną Turków i Chińczyków – zalalibyśmy rynek wyrobami ciut gorszymi niż ich – ale za to śmiesznie tanimi. Zalalibyśmy ich rynek naszą żywnością – a polska świnka ze skupu od chłopa, pasiona kartoflami, śrutą i pokrzywą smakuje nieporównywalnie lepiej niż ich pierońsko droga z hodowli ekologicznej…

Po prostu nie dano nam tych 5 minut. Mieliśmy może 20% ich potencjału ale nie dano nam szansy o wykorzystać. Bo nie. Bo mieliśmy być niewolnikami.  Od razu spod ruskiego knuta w szkopskie kajdany… 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/