O pracy
- niedziela, 10, styczeń 2016 11:36
- Andrzej Pilipiuk
Wykonując wolny i nieźle płatny zawód mogę sobie spokojnie grzebać za tym co mnie interesuje. Sprawdzać rozmaite dziwaczne teorie - np. czy F.Nansen i G.A.Hansen znali się osobiście, badać powiązania rodzinne pisarki Ågot Gjems Selmer, albo bardziej z naszego podwórka - próbować ustalić koleje życia Jadwigi Warnkówny.
Mogę się urwać i sprawdzić coś na miejscu - czy to spacerując po Gdańsku, czy po muzeach Stockholmu. coś z tego co wygrzebię nadaje się do pokazania ludziom - wrzucam to do książek.
Mogę poświecić wiele tygodni gdy opracować album o rodzinnej miejscowości i mam nawet kasę by to z pomocą sponsorów wydrukować.
rozwijam się ![]()
rozwijam się znacznie lepiej niż w liceum gdy na nic nie miałem pieniędzy a nauka skutecznie pozbawiała mnie czasu.
Rozwijam się też lepiej niż na studiach - choć nie mam teraz możliwości słuchać wykładów uniwersyteckich.
Pracując jako belfer czy urzędnik (błe...) miałbym mniej czasu i mniej możliwości.
I jeszcze jedno - ja wole grzebać niż to potem opisywać! wolej sobie gdzieś pojechać i pozwiedzać niż siedzieć tygodniami i wklepywać w kompa kolejną książkę!
Ergo: jeśli kogoś jego praca rozwija - to tylko pogratulować.
Jeśli ktoś się w swojej pracy spełnia - cool.
Jeśli praca go nie wyniszcza - to też jeszcze całkiem nieźle!
Tylko ilu jest takich ludzi?
3%? 5%?
Bo zdecydowana większość nie zdołała przekuć swojego hobby w swoją pracę.
Większość tych którzy poszli na studia by pogłębić swoje pasje w zawodzie nie zdołała się zaczepić. Czasem inni byli lepsi, czasem nie było etatu, czasem sitwy zablokowały drogę a czasem prozaicznie - nie było z czego żyć to się poszło pracować jako magazynier czy kasjerka.
wokół nas rozciąga się niezmierzone cmentarzysko ludzkich marzeń
i pełno wokoło nas ludzi których konieczność codziennej walki o byt zamieniła w zombie.






