Z innego świata
- wtorek, 22, grudzień 2015 11:15
- Andrzej Pilipiuk
Minęła 10 rocznica zaprzysiężenia Lecha Kaczyńskiego na Prezydenta III RP. Patrzę na list naszych prezydentów i łapię się za głowę…
Wojciech jaruzelski (o ile na prawdę Jaruzelski).
Zawodowy wojskowy po szkołach oficerskich (w tym szkolony w Moskwie). Agent Informacji Wojskowej. Brał udział w egzekucjach domniemanych członków UPA i Żołnierzy Wyklętych. (protokoły wykonania wyroków z jego podpisem wypłynęły w latach 90-tych). Miał doświadczenie polityczne – był posłem i ministrem. Postać mocno niejednoznaczna ale oprócz udziału w walkach bratobójczych po wojnie ciąży na nim około tysiąca ofiar stanu wojennego.
Lech wałęsa
Agent ubecji, (co już dziś niestety jednoznacznie potrwierdzone) wykształcenie nieszczególnie wysokie - choć nie potępiam go akurat za to że był elektrykiem – jest to zawód wymagający pomyślunku i ostrożności. Tyle że niekoniecznie dający przygotowanie do pełnienia funkcji publicznych Jako prezydent miał podejrzane związki z mafią i ułaskawił kilku znanych bandziorów. Jego sumienie bruka też fakt uwiedzenia i porzucenia dziewczyny w ciąży... (dziecko z tego związku zmarło tragicznie).
Aleksander kwaśniewski (tu znowu są uzasadnione wątpliwości co do nazwiska).
Wedle wielu niezależnych źródeł kolejny agent ubecji - TW „Alek”. Wykształcenie prawie wyższe. Sprawował funkcje publiczne zajmując się sportem. Wiele wskazuje ze już sprawując funkcję prezydenta cierpiał na zawansowany alkoholizm co zaowocowało kilkoma skandalami. On także ułaskawiał bandziorów – w tym Petera Vogla – „kasjera lewicy” i uczestników afery starachowickiej. Jego żona była umoczona w brudne interesy m.in. zakup akcji firmy "Polisa" i zakupy nieuchomości na "słupów".
Bronisław komorowski (ale nawet jak naprawdę Komorowski a nie Szykunowycz - to bynajmniej nie hrabia…)
Wykształcenie: magister historii. Podejrzane związki z WSI… Udział w aferze marszałkowskiej - usiłował kupić najtajniejszy dokument panstwowy by sobie poczytac co o nim tam napisano... Ułaskawiał bandziorów nieomal hurtowo.
*
Na ich tle Lech Kaczyński rysuje się jako postać innej klasy i formatu, jak przybysz z zupełnie innej rzeczywistości. Bez podejrzanych związków z ubecją. Doradca solidarności. Profesor prawa. Miał ogromne doświadczenie w sprawowaniu najwyższych urzędów państwowych – w Najwyższej Izbie Kontroli i jako prezydent Warszawy… Mimo ciężkiej pracy licznych szczujni nigdy nie złapano go na żadnym przekręcie. O jego misji w Tbilisi będą czytać w podręcznikach jeszcze nasze wnuki.
Andrzeja Dudę rozliczyny z tego co zrobił gdy skończy mu się kadencja. I oby to były dwie kadencje. Na razie zapowiada się dobrze.
*
W 2005-tym roku dostaliśmy szansę na odrobinę normalności. Nie na normalność – ale rządy PiS nawet tak kulawe jak wówczas i naznaczone piętnem ustępstw wobec koalicjantów były jednak małym krokiem w dobrym kierunku. Niestety w wyborach 2007 ludzie dali się złapać na lep obietnic…
Nie popełnijmy drugi raz tak tragicznego błędu. Po ośmiu latach brnięcia przez szambo mamy wreszcie i fajnego prezydenta i w miarę sensowny rząd. Uszanujmy to.
Na tym etapie trzeba poprzeć murem PiS. Pozwolić im działać. Przecinać i wypalać wrzody. Niszczyć rozplenione sitwy. Wywlekać brudy ostatniego 25-lecia. Niszczyć układy i układziki praliżujące kraj.
Być może w przyszłości pojawi się jakaś prawicowo-konserwatywna alternatywa dla "kaczyzmu" ale na razie nic nawet nie majaczy na choryzoncie.








