KS
- środa, 09, grudzień 2015 02:01
- Andrzej Pilipiuk
W przypadku przywrócenia kary śmierci pojawi się oczywiście problem wykonania takich wyroków. W Polsce po 1945 pracowało 4 katów „wieszających”. (nie licząc ubeków i wojskowych wykonujących wyroki sądów stalinowskich). Jeśli wierzyć w prawdziwość wywiadu z ostatnim z nich przeszli przeszkolenie etyczne, historyczne i techniczne. Wiedzieli po co to robią i wiedzieli jak się to robi. Za granicą – np. we Francji istniały cale dynastie katowskie – w których profesja przechodziła z ojca na syna…
Dostrzegam absolutną niezbędność przywrócenia kary śmierci. Jestem całkowicie pewien że wobec zagrożenia islamską rewoltą i wojną domową musimy mieć to narzędzie prawne. Jeden z czytelników zadał pytanie czy sam byłbym gotów wykonywać wyroki. Nie znam odpowiedzi. Nie wiem też czy byłbym w stanie podpisać taki wyrok i skierować go do wykonania – ale wydaje mi się że tak. Podpisałbym. Pewnie byłbym w stanie pociągnąć za dźwignię. Ale na pewno miałbym kaca moralnego. Może malutkiego, a może traumę która zniszczyłaby mi życie. Nie wiem.
Podobnie jest na wojnie. Nigdy nie wiemy czy będziemy w stanie strzelać do innego człowieka. To kwestia nastawienia i przełamania bardzo silnego tabu kulturowego. Pierwsze dni wojny to zawsze wiele zmarnowanej amunicji. Wielu żołnierzy najpierw wstrzela tak by nikogo nie trafić albo z zamkniętymi oczyma… Ale potem, gdy obok padną pierwsi zabici koledzy nagle każdy lub prawie każdy nabiera odwagi by strzelać. By zabijać. By dźgać bagnetem. By rzucać granaty. By zabijając patrzeć wrogom w oczy.
Nasi dziadkowie byli jak my. Pamiętacie ich. Lubili piwo, chodzili do kina, cieszyli się z sobotniego meczu, podrywali dziewczyny. Ale przyszedł dzień gdy musieli wziąć karabiny i iść. Mam nadzieje że nigdy nie będziemy musieli brać karabinów i iść. Ale gdy zajdzie potrzeba klnąc pod nosem wezmę i pójdę.








