o pasjach i marzeniach.

W podstawówce czytałem bardzo dużo książek stricte historycznych. Oraz historyczno- przygodowych. Idąc do liceum wybrałem klasę humanistyczną - jako naturalną podbudowę późniejszych studiów archeologicznych. 

Okazało się ze miałem potwornego pecha - trafiłem bowiem na historycę tak wredną że zniechęciłem się do historii - która wczesniej była moim ulubionym przedmiotem, pasją i hobby. 

W czwartej klasie przeczytałem jedyną w liceum książkę historyczną - "Lodołamacz" W.Suworowa. Miałem totalny uraz. Wstręt. Obrzydzenie. Do tego tiki nerwowe. Latała mi powieka i lewy policzek. 

Zdałem maturę z historii z oceną mierny (dopuszczający). Odnoszę wrażenie że być może zdałem tylko dla tego że babsko się trochę przestraszyło "wnuka rezuna z UPA". :?

Z mojej klasy bodaj 6/18 osób nie miało tyle szczęścia - tylu uwalono na ustnych maturach. Wcześniej odeszło z klasy kilka zaszczutych przez nią osób. Czasem zastanawiam się - ilu ludziom ta baba zmarnowała życie, zniszczyła, zatruła, zabiła jakąś cząstkę duszy? 

Jedna z dziewczyn która nie zniosła szczucia i w drugiej klasie odeszła z mojego liceum jest historykiem teatru z doktoratem obronionym na Sorbonie

No nic. Zdałem. I poszedłem na studia. Po co poszedłem na archeologię? Nie wiem. Bo tak zaplanowałem 8-9 lat wcześniej? Bo już nie miałem innego pomysłu? Bo Mamusia kazała? (wojsko mi na szczęście nie groziło). Bo byłem ciekaw? Bo chciałem się zmierzyć z własnymi lekami i słabościami? 

Nie, chyba tylko dla tego że Mamusia kazała studiować, a policealne studium projektowania mebli artystycznych w Henrykowie akurat zamknięto. Archeologia - jedyne wyjście. 

Mieliśmy różnych wykładowców. Był erotoman lezący z łapami do studentek. Było kilku pijaków. Był profesor pijący wódkę ze szklanki z której uprzednio wytrząsnął na podłogę fusy po herbacie. Oblewano studentów hurtowo żeby wlepić im płatne warunki. Były różne wałki których kadra nawet nie próbowała maskować. Wśród tej bandy troglodytów z tytułami było też kilku prawdziwych uczonych. 

Ale takich psychopatów jak ta baba już w życiu nie spotkałem. 

Gdzieś na trzecim roku zacząłem ostrożnie czytać książki historyczne. Najpierw te ulubione sprzed lat. Potem nowe. I stwierdziłem że powoli przestają mnie boleć. Nie czytałem ich już dla przyjemności - musiała minąć kolejna dekada - ale byłem w stanie czytać.

Dałem się zgnoić. Zniszczyć. Dałem sobie obrzydzić ukochane hobby. 6 lat totalnej wyrwy. ale wstałem otrzepałem się ze szlamu i poszedłem dalej. Wolniej, zataczając się ale poszedłem. 



Powinienem: 
a) wydrukować tak z 50 recenzji moich książek gdzie jestem chwalony za dogłębną znajomość historii, 
b) odszukać "panią profesor" 
c) kazać jej to odczytać na głoś a potem niech zeżre bez popitki. ;>

nie, Dziadek Pilipiuk nie był w UPA. :P
to zapewne geny po drugim Dziadku - geny mazowieckiej szlachty zagrodowej ;>

Nie zrobię tego bo musiałbym raz jeszcze zobaczyć tę gębę - a nie mam ochoty. 
Jeszcze by tiki nerwowe wróciły... 

 *
 

Historia jest piękna ciekawa i stanowi kopalnię pomysłów. 

Nie dajcie się znoić. Nie pozwólcie psycholom zatruć swoich marzeń.

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/