z kuźni
- czwartek, 12, luty 2015 00:39
- Andrzej Pilipiuk
Spojrzał w ciemne wody fiordu i wzdrygnął się mimowolnie. Z tego co czytał w tym miejscu głębokość zatoki sięgała kilkuset arszynów. Oderwał wzrok i spojrzał na góry piętrzące się za na zachodzie. Skały poznaczone były tu i ówdzie połaciami krzewów i rachitycznych drzewek. Od gór wiało chłodem, a może tylko tak mu się wydawało.
W walizce leżał list od doktora Hansena. Skórzewski nie musiał go wyciągać przez ostatnie tygodnie przeczytał go tyle razy że treść wryła mu się w pamięć co do literki. Pisywali do siebie od lat. Przesyłali ukłony przez wspólnych znajomych. Kilka razy spotykali się na zjazdach i sympozjach naukowych. Ale mimo ponawianych zaproszeń Polak nie był w stanie zmusić się do ponownych odwiedzin w Bergen… Aż przyszedł list naprawdę alarmujący.
Nie odwiedzałem tego miasta gdy panował spokój – pomyślał patrząc na białe magazyny i budynki portowe coraz gęsiej zdobiące brzegi. – Teraz gdy sytuacja ulega dramatycznemu pogorszeniu jadę jak ćma lecąca w płomień…
W sierpniu w Bergen miał się odbyć drugi światowy kongres leprozologiczny. Najsłynniejsi lekarze z całego świat przybyć mieli osobiście lub oddelegować najbardziej zaufanych współpracowników. Armauer Hansen, jako odkrywca bakterii trądu i człowiek który poważnie ograniczył epidemię tej choroby w Norwegii miał pełnić funkcję gospodarza. Szykowało się wielkie medyczne święto… Tymczasem z listu wynikało że doktor się boi…
Skórzewski zacisnął szczęki. Znał ten rodzaj strachu aż za dobrze.








