Jak strzela władza.

Stan wojenny był dla władzy rozwiązaniem lekkim, łatwym a kto wie czy nie przyjemnym. Komuniści po fali strajków początków lat osiemdziesiątych musieli spasować, oddać część władzy, popuścić cugle. Odebrali to jako policzek. Solidarność de facto niechcący upokorzyła ich w oczach ZSRR. Gdy Jaruzelski skamlał w Moskwie o pomoc usłyszał twarde słowa których sens był mniej więcej taki: gówno jesteś nie komunista, na oczach całego świata napluli ci frajerze do zupy, to teraz sprzątaj sam.

No to zabrał się do roboty. Nie była trudna. Wystarczyło wyłączyć telefony, rozdać siepaczom listy adresów i wygarnąć z domów kilka tysięcy ludzi. Satysfakcja z pogromu solidarności musiała być ogromna. Co z tego że przeciwnik bezbronny – za to jak liczny! Gdzieniegdzie stawiono opór. Tam też odniesiono błyskotliwe zwycięstwo wystarczyło salwą w tłum. Robotnik mógł mieć kamień, stalowy pręt, sztachetę – władza miała broń palną i transportery opancerzone. Wobec niestawiających oporu a potencjalnie niebezpiecznych posłano „nieznanych sprawców”. W latach 1981-83 zakatowano prawdopodobnie 88 członków i sympatyków opozycji. Potem likwidowano już z mniejszym zapałem, ale do 1991 roku ubecja doszła prawdopodobnie do łącznej liczby 150 zlikwidowanych „wrogów”.

O nastrojach panujących podczas walk najlepiej opowiada tzw. „raport taterników” grupka członków plutonu specjalnego zomo po pijanemu opowiedziała o tłumieniu manifestacji w kopalni „Wujek”. Opowiadali używając języka myśliwych – strzelali „w łeb i na komorę”. Zginęli ludzie, ale zomowców to rajcowało. Co najważniejsze ich bohaterstwo było bardzo tanie. Wielkie zasługi, medale, premie a w zasadzie żadnego ryzyka. Tłum ani razu nie odpowiedział ogniem. Polakom od 1944-tego nie wolno było posiadać broni. Arsenały AK nawet jeśli istniały to po 35 latach leżenia w ziemi karabiny i amunicja stały się bezużyteczne…

Zwycięstwo było absolutne. Każdy kolejny trup wygaszał kilka ognisk fermentu. Przyjaciele i znajomi mordowanych albo „tylko” skatowanych zazwyczaj kładli uszy po sobie. Związek pozbawiony znacznej części kierownictwa nie był zdolny do żadnych działań odwetowych. Solidarność nie stworzyła grup terrorystycznych. Nie podjęła prób zamachów nawet na najbardziej znienawidzonych pachołków ustroju. Nie stworzono podziemnych trybunałów by sądzić zdrajców i kapusiów. Nie zadbano nawet o przeprowadzenie własnych dochodzeń. Solidarnościowcy czuli że przegrali na całej linii. Ode chciało im się. Do tego doszedł strach. Szeregowi opozycjoniści mniej od nieznanych sprawców bali się wyrzucenia z pracy.

Czy Smoleńsk to swego rodzaju powtórka stanu wojennego? Likwidacja kilkudziesięciu niebezpiecznych potencjalnych przywódców za jednym zamachem. Długa lista zagadkowych „samobójstw”… a po wygranych przez PO-munę wyborach wrócił stary strach. Zwolennicy i aktywiści PiS nie boją się seryjnego samobójcy. Boją się czy zwycięscy nie wyrzucą ich z pracy…

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/