Mad Max po norwesku
- sobota, 08, grudzień 2012 15:53
- Andrzej Pilipiuk
Władzuchna kochana po raz kolejny zaostrza warunki zdawania na prawo jazdy. Więcej pytań testowych, mniej czasu na zastanowienie, prawdopodobnie trudniejszy egzamin praktyczny. Cel tych działań? Teoretycznie - poprawa statystyk wypadków. Prawdopodobnie chodzi po prostu o maksymalne wyczyszczenie kieszeni przyszłych kierowców… Szkoły jazdy się cieszą – są oblężone. Jest to jednak radość umiarkowana – po dominuje świadomość, że to już ostatnie takie żniwa. Kryzys, ceny paliwa, problem z zarobieniem na własne 4 kółka sprawią, że wielu młodych ludzi odłoży zdobycie tej umiejętności na bliżej nieokreśloną przyszłość. Wyśrubowanie przepisów spowoduje ze ludzie zagłosują nogami. Będą odbywać kursy i zdawać egzaminy na Ukrainie, Słowacji, w RFN, na Wyspach Brytyjskich – bo wszędzie tam gdzie naszych rodaków rzuca los w poszukiwaniu pracy egzaminy są łatwiejsze a w niektórych krajach nawet tańsze (choć akurat w Szwecji kurs + egzamin to bodaj 12 tyś zł na nasze…). W USA nie trzeba nawet kursu – można zdawać egzamin wchodząc z ulicy. W Urugwaju ponoć prawko wydaje się każdemu chętnemu po uiszczeniu opłaty skarbowej ok 20$ - choć ta ostatnia informacja może być tylko legendą.
Co mogłoby poprawić warunki na drogach?
Po pierwsze poprawa samych dróg. Jeśli 20% wypadków spowodowanych jest stanem nawierzchni a kolejne 20% niedostosowaniem szybkości do stanu technicznego drogi… Niestety akcyza za paliwa idzie nie na remonty dróg i budowę autostrad, ale do budżetu. Korwin Mikke wyliczył kiedyś ze gdyby przeznaczać akcyzę na cele drogowe Polska budowałaby 1500 km. autostrad ROCZNIE.
Po drugie stan taboru – Polacy często jeżdżą doraźnie reanimowanymi trupami aut. Sytuacja bardzo się poprawiła, od kiedy z UE sprowadza się używane auta bez cła – ale droga przed nami ciągle jeszcze długa. Nadal przeciętne zarobki są nieadekwatne do cen nowych aut… Dodajmy, że pojazdy im nowocześniejsze tym bezpieczniejsze.
Po trzecie poziom kultury użytkowników drogi. On też się poprawia, ale trzeba chyba kilku pokoleń zanim osiągnie poziom np. Skandynawii.
*
To było w 1999 roku trafiłem z Ojcem do Bodo – na północy Norwegii. W miasteczku był akurat jakiś wielki zlot motocyklistów. Idziemy sobie chodnikiem a ulicą nadciąga kawalkada jak prosto z planu filmowego „Mad Maxa” skóry, łańcuchy, hełmy z rogami. Skóra cierpnie czy nam nie wklepią, ot tak z nudów… Podchodzimy do przejścia dla pieszych a tu cała ta dzika banda grzecznie staje i nas przepuszcza…








