Z kuźni
- wtorek, 09, wrzesień 2014 16:51
- Andrzej Pilipiuk
Ktoś walił do drzwi. Zwlokłem się z łóżka. Przyłożyłem czoło do cudownie chłodnej stalowej blachy i spojrzałem przez judasza.
Na wycieraczce stał nieznany mi szczurogęby człowieczek z teczką.
Dziwnie, przecież w bloku nie ma gazu – pomyślałem odruchowo przekręcając klucz w zamku.
Kopnięte skrzydło uderzyło mnie w obolałe od kaca czoło. Padłem jak długi. Do mieszkania wskoczyli dwaj przypadkowani kolesie w wysokich wojskowych buciorach. Popatrzyłem na nich niewąsko zaskoczony. Policja? E, chyba nie. Gangsterzy? To już prędzej tylko po kiego grzyba do mnie? A co tu kraść? Meblościankę? Stary komputer? Książki?
Zamrugałem powiekami ale mięśniaki wcale nie znikały. A nie wypiłem przecież aż tyle by mieć derilkę. Choć z drugiej strony… Na dobrą sprawę nie wiedziałem czy ćwiartka to dużo czy mało. Pierwszy raz w życiu wypiłem aż tyle czyściochy na raz… Szczurogęby wszedł za nimi wycierając kulturalnie półbuty o wycieraczkę. Wyglądało na to że tworzą zgrany zespół, oni są od walenia w zęby a on od myślenia i wskazywania komu... Zamknął za sobą drzwi.
-Przede wszystkim jego komputer – polecił. – A ty nawet nie piśnij – zwrócił się do mnie. – Wrzaśniesz o pomoc to zastrzelimy na miejscu.
-To może umówimy się tak, panowie sobie splądrują mieszkanie i zabiorą to co zainteresuje a ja w tym czasie zdrzemnę się jeszcze ze dwie godziny? – zaproponowałem. – Piwo jest w lodówce, kasa leży w portfelu pod lustrem. Tylko kefir mi proszę zostawić…
Szczurogęby chyba nie miał poczucia humoru bo kopnął mnie w czoło.





