o jabłkach i parówkach.
- poniedziałek, 04, sierpień 2014 23:33
- Andrzej Pilipiuk
Polactwo „dyskutuje” na forach. O czym konkretnie? Głównie o jabłkach. Poparliśmy Ukrainę i putinowi nasze jabłuszka przestały smakować na równi z amerykańską whisky. Wyliczono też że trzeba by każdy Polak zjadł rocznie 4,5 kg to polscy sadownicy unikną strat. Oczywiście masa trolli uważa że niepotrzebnie podłożyliśmy się ruskim, że trzeba było siedzieć cicho a nie narażać się na wojnę celną…
Zachód zdradził nas wielokrotnie. Sprzedawano nas carowi w wersalu. Mimo obietnic pozostawiono nas samotnych w latach 1830 i 1863. W 1939-tym zdradzono nas i wystawiono hitlerowi. Zostaliśmy niewolnikami komuchów co przyklepano w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Po tylu bolesnych kopnięciach każdy prawdziwy Polak powinien mieć we krwi wstręt do koniunkturalistów, zdrajców i sprzedawczyków. Każdy prawdziwy Polak powinien czuć wstyd na samą myśl że nasi politycy mogliby kogoś zdradzić, wystawić, sprzedać lub choćby nie udzielić pomocy napadniętemu zdradziecko sąsiadowi.
Ukraina walczy. Najpierw samotnie obaliła rządy mordercy i ludobójcy. Teraz walczy samotnie z terrorystami którzy opanowali 20% powierzchni kraju. Walczy z bandytami którzy mają za plecami jeszcze większego bandytę. W razie interwencji rosyjskiej grozi im starcie z armią siedmiokrotnie liczebniejszą niż ich własna.
W tej walce Ukrainę wsparli nieliczni polscy politycy – zasiadający dziś w ławach opozycji. Mogą niewiele – ale to co zrobili już zaskarbiło nam wiele wdzięczności ze strony Ukraińców. Poparcie dla Ukrainy kosztuje nas relatywnie niewiele. Trochę leków, bandaży, żywności, przyjęcie na krótko kilkudziesięciu rannych do niektórych naszych szpitali. Walka toczy się też na słowa. Na razie to tylko deklaracje. Wyrazy poparcia pokazujące jednak ruskim że ktoś w Europie ośmiela się przeciwstawić ich planom zagarnięcia „Małorosji”. Na razie nie musimy wysyłać naszych wojsk na wschód Ukrainy. Na razie w najczarniejszych nawet scenariuszach nie przewiduje się wysłania tam ochotników.
Na razie „zagrożeni” są nasi sadownicy i rzeźnicy. Francuzi nie chcieli umierać za Gdańsk. Nam nikt nie każe umierać za Donieck czy Sławiańsk. Nam ruscy proponują byśmy przehandlowali wolność sąsiadów za jabłka i parówki. I o zgrozo to bezczelne żądanie znajduje w Polsce odzew.








