Trybunał uznał...
- środa, 02, lipiec 2014 01:43
- Andrzej Pilipiuk
W chwili obecnej wycięcie drzewa na własnym gruncie bez zezwolenia jest zagrożone karą. Kary są drakońskie - przypadku grubych drzew (nalicza się od obwodu pnia) sięgają nawet setek tysięcy złotych. Zasądzane są w trybie administracyjnym co w zasadzie wyklucza odwołania.
Obecnie TK uznał że przepisy trzeba skorygować tak by sąd mógł ewentualnie odstąpić od wymierzenia kary jeśli drzewo było martwe i zagrażało otoczeniu. Albowiem obecnie nawet ludzki sędzia ręce ma związane - za tyle a tyle centymetrów należy się taka a taka kwota a on ma ten bezlitosny wyrok klepnąć niezależnie od okoliczności.
*
Ja zapytam: a kto jest właścicielem drzewa? Rolnik którego pradziad je zasadził czy "pan urzędnik" którego dziadek np. przyjechał do wsi dopiero z armią czerwoną? Co to za chory schizofreniczny pomysł by na wycinkę drzewa było koniecznie zezwolenie? (pomijam pomniki przyrody i drzewa gatunków chronionych). Kto wprowadził taki przepis? Kto go zaaprobował? Dlaczego za sam pomysł urzędnik nie trafił do psychiatryka? Albo: Dlaczego np. biedny człowiek nie może ściąć drzewa by mieć deski na naprawę dachu lub opał na zimę? Dlaczego zeezwolenia trzeba "załatwiać" i jeszcze za ni płacić?
Jeszcze jedno: w naszym kraju za ciężkie pobicie drugiego człowieka dostaje się wyrok w zawieszeniu. Za gwałt na dziewczynie - podobnie (opisywałem taki przypadek!). U pobitego skutki mogą pojawić się po jakimś czasie. Dziewczyna może nie pozbierać się do końca życia. Symboliczne kary wymierza się za okaleczenia. Szanse na uzyskanie renty od sprawcy kalectwa są nikłe i zazwyczaj wymagają kolejnego kosztownego procesu.
Jednocześnie człowiek który podniesie siekierę przeciw drzewu, (albo któremu takiego "psikusa" wycięli "zyczliwi" sąsiedzi) musi się liczyć z tym że by się ratować przed więzieniem musi sprzedać dom, samochód, traktor, lub latami będzie spłacał raty kary.
KTO W TYM KRAJU JEST WAŻNIEJSZY DRZEWA CZY LUDZIE!?








