Czy istnieją "banderowcy"?

               Zapominamy o własnej historii. Musimy regularnie czytać albo oglądać o tym filmy by coś się w głowach utrwaliło.       W XX wieku dostaliśmy łupnia z kilku stron. W latach 1944-89 podkreślano szczególnie martyrologię której zaznaliśmy ze strony niemców. Pamiętam z dzieciństwa filmy wojenne (często radzieckie ale też i nasze). Pokazywano nam wroga, przypominano. Ba nawet bohaterom filmowym pozwalano by temu wrogowi trochę nadupcyli – Czterej Pancerni i Hans Kloss wygrywali za nas tę przegraną wojnę… Wbijano nam też do głów martyrologię żydowską ale jakby na pół gwizdka.

                W latach powiedzmy 1989-2009 zachodził proces wielkiego odkłamywania historii okupacji sowieckiej. Dowiedzieliśmy się co działo się na kresach w latach 1939-41. Potem dowiedzieliśmy się jeszcze o 200 tysiącach ofiar „operacji polskiej NKWD”. Wydano setki wspomnień więźniów łagrów. Przy okazji dowiedzieliśmy się o skali represji powojennych – o ok. 50 tysiącach "wyklętych" wystrzelanych po lasach i zamęczonych w więzieniach. Oczywiście to odkłamywanie nie było pełne – publicyści omijali łukiem problem masowej kolaboracji młodych komunizujących żydów z NKWD oraz powojennej nadreprezentacji Żydów w szeregach UB i KBW (w kierownictwie 78%).

                Od mniej więcej dziesięciu lat rozwija się burzliwie proces przypominania o zbrodniach UPA. Proces poniekąd zdrowy i potrzebny – bowiem o krzywdach rodaków pamiętać po prostu trzeba. Ofiary trzeba odnaleźć, ekshumować i godnie pogrzebać. Winnych - jeśli żyją - dopaść i ukarać (choć tym akurat NIKT się nie zajmuje) a ich czyny potępić.

                Kłopot w tym że nagle gdzieś tak od jesieni Ukraińcy nagle stali się czarnym ludem a zbrodnie ich przodków nagłośnione mocno przez media nagle całkowicie przykryły pamięć o zbrodniach niemców, ruskich i naszych komuchów. Od wielu miesięcy trwa nieustanne medialne pompowanie tematu zbrodni UPA przy czym pierwsze do tego pompowania zabrały się media dotychczas głoszące potrzebę natychmiastowego i bezwarunkowego pojednania wszystkich ze wszystkimi.

                Co się dzieje? To bardzo proste, ba banalne. Tak przez swoją agenturę działa Rosja. Zaczyna od długotrwałego ostrzału propagandowego. Już za czasów ZSRR AK-owców przedstawiano jako wspólników nazizmu. Dysydentów przedstawiano jako alkoholików i degeneratów potem likwidowano – „pijak spadł z mostu i utonął”. Gdy przeciwnik został odpowiednio zohydzony w oczach opinni publicznej następowało uderzenie siłowe. Podobnie dzieje się obecnie.

                Polska jest naturalnym liderem Europy środkowo wschodniej. Jest krajem ciężko doświadczonym przez rosyjski i sowiecki imperializm. Jest też krajem znanym z nieuleczalnego idealizmu – wciąż żywej idei walki o „wolność waszą i naszą”. Rozprawa z Ukrainą, zarówno zabór części jej terytorium jak i całkowite zwasalizowanie wymagają od Rosji wcześniejszego zneutralizowania wpływów ukraińskich w Polsce. Wyizolowania Ukrainy i Ukraińców w oczach możliwie dużej części Polaków. Żebyśmy nie wyciągnęli ręki i próbowali sami powstrzymać tych którzy tę rekę do Ukraińców sproboją wyciągnąć. 

                Obecne utożsamianie Ukraińców z Majdanu z banderowcami to zwycięstwo stalinowskiej (i putinowskiej) propagandy. Prawdziwych upowców już nie ma. Wybito ich w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Nieliczni przeszli przez piekło łagrów i dziś dożywają swoich dni. Pozostała po nich legenda UPA. Legenda przyfastrygowana na potrzeby współczesnego mitu państwowo-twórczego. Wybielona. Przeciętny Ukrainiec o UPA wie tyle że powstała z bronią w ręku przeciw wszystkim, nie poddała się nigdy i nikomu, a ostatni zbrojny odział został rozbity w walce dopiero w 1961 roku. Szczegóły w rodzaju szkolenia kadr OUN przez hitlerowców, udział ukraińskich oddziałów waffen-SS w pacyfikacjach czy inne ciemne sprawki są pomijane, zamiatane pod dywan. Nie pasują do obrazu. Ukrainiec gdy zapytamy go o zbrodnię wołyńską traci rezon i zaczyna kombinować jak koń pod górę. Będzie negował liczb ofiar. Będzie tłumaczył że część Polaków zabiły oddziały sowieckie udające upowców. A część wymordowali niemcy. Będzie twierdził że poszczególne wypadki to nadgorliwość lokalnych watażków. W ostateczności oświadczy że on jest z Kijowa i nie ma nic wspólnego z Galicją Wschodnią.

                To wszystko sprowadza się do jednego: UKRAIŃCY ZBRODNI WOŁYŃSKIEJ WSTYDZĄ SIĘ JAK CHOLERA. Ciąży im kamieniem i najchętniej zwalili by tę winę na kogoś innego. Wyparli z pamięci. Tym samym stwierdzić trzeba że ci dzisiejsi „banderowcy” ze spuścizny OUN przejęli tylko zewnętrzne dekoracje. Portrety „wodzów”, tryzuby, czerwono-czarne flagi, legendę walki z sowietami. To jakby Niemcy paradowali w czarnych mundurach i machali swastykami podkreślając że ich nazi-ojcowie bili sowietów ale całkowicie przemilczając shoach czy pacyfikację białoruskich wsi.

                Podstawowy problem to proporcje. Na majdanie byli obecni aktywiści „Swobody” i „Prawego sektora” – jednak stanowili tam może 20% protestujących. Zwłaszcza że Kijów to już nie ich teren – mocniejsi są w „Piemoncie” – na terytoriach należących dawniej do II RP. Olega Tiachnyboka na „wodza” wykreowali dziennikarze. Wyłowili z tłumu, podsunęli mikrofony i puścili w świat przekaz ten tu „faszysta” to „persona numer 3”. Sam Tiachnybok szybko zorientował się że jest robiony w bambuko – ale nie bardzo umiał wymyślić co z tym fantem począć. W efekcie "rozegrano go" - dla masy ludzi w Polsce i na zachodzie stał się najbardziej rozpoznawalną twarzą protestów.

                Oglądając polskie relacje z Ukrainy można by niekiedy odnieść wrażenie że upowcy cudem przeniesieni z roku 1943-ciego wyszli z lasu i poszli na Majdan. Że doszło tam do faszystowskiego puczu przeciw demokratycznie wybranym władzom… A do tego ci wredni „pisowcy” pokumali się z „banderowcami” i jeszcze zaraz zrobią w Warszawie majdan tuskowi… Ewentualnie dodaje się do tego obrazu jeszcze CIA i antyrosyjskie interesy USA

                Rzeczywistość? Ludzie na Ukrainie mieli dość. Dość skorumpowanej władzy. Dość kryzysu, dość nędzy. Wymyślili rozwiązanie – porzucenie rosyjskiej strefy wpływów i reorientację na zachód. Władza odrzuciła ten pomysł, a gdy zaprotestowali zaczęto do nich strzelać. Protesty zorganizowała opozycja parlamentarna. Na Majdanie zebrali się głównie zwykli obywatele, mieszkańcy Kijowa i przyjezdni. Radykalizacja protestów wymagała spoiwa - odwołania się do jakiejś tradycji. Polacy każdej opcji politycznej mają własne tradycje partyzanckie. Na Ukrainie tego nie było. Dużego wyboru nie mieli - zatem jedni postrzygli się w osełedce jak zaporoscy kozacy, inni zaś sięgnęli po emblematy OUN-UPA... Co ruscy i nasi skrzętnie podchwycili – bo pasowało do planu zohydzania przeciwnika.

                Dziś gdy Ukraina straciła Krym, gdy jest podpalana od wschodu przez prorosyjskich terrorystów widać wyraźnie że mimo swojego porażającego prymitywizmu propaganda putinowska jak zwykle okazała się skuteczna. Nie tylko głupi zachód łyknął rosyjską narrację ale i masa co głupszych Polaków dała się koncertowo zrobić w konia. W straszliwych banderowców uwierzono też na wschodzie Ukrainy.

                Ile jeszcze razy powtóży się ten scenariusz? Czy niebawem poczytamy w prasie i necie o zbrodniach które Litwini popełnili na Polakach?  

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/