Polityka w biednym kraju
- wtorek, 06, maj 2014 00:00
- Andrzej Pilipiuk
Ludzie którzy nie mają kasy i walczą o każdy miesiąc mogą wkurzeni przylecieć na wiec, powrzeszczeć, porzucać kamieniami, ale przed północą muszą być w łóżkach - bo na 7-rano do roboty a trzeba odespać.
No i zawsze jest ryzyko że szef jest z innej opcji politycznej i jak się dowie gdzie byli i co wrzeszczeli to zrobi redukcję etatów.
Podobnie z różnymi celami. Chcesz gdzieś działać - musisz mieć choć trochę wolnego czasu. Nawet nie koniecznie kasy - ale czas jest niezbędny. Bo poza tłumem do darcia mordy na wiecach jest potrzebny ktoś do tzw. partyjnej roboty - malować transparenty, powrzucać ludziom do skrzynek ulotki, polecieć do hurtowni po skrzynkę petard, podskoczyć na posterunek i przywitać się z dzielnicowym - zostawić mu ulotkę by wiedział kim jesteście i o co drzecie ryje i że tej akurat demonstracji nie warto pałować jak leci. etc.
Jest jeszcze jedna możliwość - ktoś coś fajnego robi - nie możesz poświęcić czasu ale możesz wysłać mu parę groszy O ile je masz. Jeśli tysiąc ludzi popierających jakąś idee ma możliwość wysłać na dany cel zbędną stówkę, albo pięć dych miesięcznie - można uzyskać bardzo poważne efekty (o ile kolesie przyjmujący datki będą uczciwie je wydatkować)
Ergo: społeczeństwo biedne i zagonione jest mocno apolityczne. a przy wysokim bezrobociu łatwo znaleźć np kolesi którzy po 70 gr/szt będą wklejali polityczny spam i hejt na forach. Wystrczy kilka-kilkanaście tyś. by narobić niezłego smrodu.
Oczywiście zastosowań płatnych dupków jest cała masa , nie trzeba do tego netu... - nie szukając daleko - na pocz. lat 90-tych punki robili zadymy pod sklepem futrzarskim na Nowym Świecie w Warszawie. Plakaty, maskotki przedstawiające martwe zwierzątka, litry keczupu... co ciekawe atakowali zawsze jeden salon - choć przy ulicy było ich kilka...







