Znajomy mojego Dziadka...
- poniedziałek, 05, maj 2014 21:14
- Andrzej Pilipiuk
Przeczytałem książkę mojego krajana z pobliskiej Tróścianki – Mikołaja Cabana „Powrót zza rzeki Styks”. Autor wychowanek przedwojennej szkoły podoficerskiej okupację hitlerowską spędził bardzo czynnie. Organizował konspirację w Chełmie, w wyniku wsypy został aresztowany przez gestapo. W czasie wielotygodniowych tortur konsekwentnie udawał idiotę – co uchroniło go przed rozstrzelaniem, nikogo też nie wsypał – ale skutkiem nieludzkiego skatowania dwukrotnie lądował w kostnicy jako nieboszczyk… Wreszcie przez cele osławionego lubelskiego Zamku trafił do obozu na Majdanku skąd dokonał brawurowej ucieczki – wraz z kilkoma współwięźniami wydostali się …przez kanał ściekowy wypełniony fekaliami i przyblokowany przez zwłoki ich bardziej pechowego poprzednika.
Z kart wspomnień wyłania się człowiek z dobrego przedwojennego materiału. By ratować kuriera i zniszczyć meldunek wraca niemal na pewną śmierć – pod „spalony” adres. Osaczony przez niemieckie owczarki – specjalnie tresowane do polowań na ludzi - zabija jednego cegłą. Osaczony przez gestapowców bez wahania próbuje wysadzić się wraz z nimi granatem. W obozie działa w konspiracji, zakrada się nawet do krematorium by zdobyć konkretniejsze informacje o niemieckich zbrodniach. Pisze też o chwilach gdy przestawał być bohaterem. O panicznym strachu, zwątpieniu, o nieudanej próbie samobójczej.
Naszła mnie też refleksja. Lata 90-te minęły pod znakiem odkłamywania zbrodni sowieckich. Ostatnia dekada to wspomnienie martyrologii Wołynia. Zbrodnie niemieckie jakby trochę przyblakły przysypane stertami kolejnych publikacji…







