Nad fiordem...
- środa, 16, kwiecień 2014 11:39
- Andrzej Pilipiuk
Podczytuję sobie ponad stuletnią (premiera 1900r.) książkę dla dzieci „Nad dalekim cichym fiordem” Agot Gjems-Selmer. Wyobraźcie sobie „Dzieci z Bulerbyn” Astrid Lindgren okrojone z przygód i pozbawione humoru… Mieszka sobie dziewczynka na północ od Trondheim. Ojciec lekarz, mama prowadzi dom, trójka rodzeństwa snuje się w tle, kolejna trójka już nie żyje. Starsza siostra zachwycona Nansenem pisze do niego listy. Braciszek chorował – odratowali cudem. Poza tym w zasadzie nic się nie dzieje. Treść dominują długie, statyczne, melancholijne (choć ładne) opisy życia w surowym klimacie… Jestem w połowie ale druga część nie zapowiada się lepiej.
Książka jest wartościowa bo podobnie jak „Anaruk…” Centkiewicza pokazuje odmienne warunki życia dziecka w innych czasach i miejscu.

Ps. Dopisuję wieczorem. Doczytałem. Opis Wigiii, wzmianka o Lapończykach.
Niestety aż do samego końca w zasadzie brak fabuły.







