Gra Endera
- piątek, 28, marzec 2014 08:54
- Andrzej Pilipiuk
Obejrzałem ekranizację „Gry Endera”. Kuuuuso. Harrison Ford ma przez cały film jedną minę. Chyba kompletnie się w tym pogubił. Główny bohater wychodzi na nadętego dupka – to nie jest ktoś kogo można by polubić. W dodatku odnosi się wrażenie że jego kariera jest „pilotowana” – na co jako mieszkaniec kraju przeżartego korupcją i nepotyzmem mam ostrą alergię. Skróty narracyjne – szokują. Dylematów się nie czuje. Bark tego wszystkiego co nadawało sens i wartość książce. Osamotnienia, przełamywania swoich ograniczeń, zderzenia z agresją. Szkoła Bojowa – jakaś pustawa – zabrakło kasy na statystów?
Do tego jeszcze obsada - Petra Akranian - Ormianka - grana przez dziewczynkę ładną ale chyba pół-Koreankę… Groszek – wedle książek Grek z pochodzenia tu grany przez qaterona. Bohaterowie lecą na Erosa by być „bliżej świata robali”. Mówimy o odległościach międzygwiezdnych – będą bliżej o ile? Miliardową część procenta trasy? Aha – według twórców Eros ma atmosferę, można po nim biegać praktycznie bez skafandra. Sceny walk w kosmosie marne. Już w „Gwiezdnych Wojnach” przez 30 laty lepiej to wyglądało.
Szkoda.







