Wyimek z dyskusji
- niedziela, 16, marzec 2014 10:14
- Andrzej Pilipiuk
Znowu o pisaniu
*
Dodam jeszcze że każdy powinien popracować w życiu fizycznie - to zmienia optykę. Jak zbudujesz kawałek szosy będziesz inaczej patrzył na nawierzchnię znikającą pod kołami auta.
Poza tym cieszy człowieka zrobienie czegoś "własnemi rencami"
Przede wszystkim - wicie rozumicie - jak ktoś jest z inteligenckiego domu, chodzi do w miarę normalnych szkół to ma kontakt głównie z ludźmi podobnymi sobie i ze zdeklasowaną w wielkomiejską żulią. Czasem warto wyjść poza to środowiska i poznać ludzi z małych miasteczek, ze wsi, takich którzy pokończyli zawodówki ale coś w głowie mają. Nie mam tu na myśli wsioków w dresikach ale takich którzy siedzą na wsi ale wiedzą co to jest książka.
Albo i nie wiedzą. Ale na przykład znają lokalne opowieści i legendy. Ja np. chcę wydać - może jesienią księgę opowieści z Wojsławic - starzy ludzie umierają, przepadają kapitalne historie... I o ludziach którzy kiedyś żyli i banialuki wydumane nad flaszką i lokalne legendy...
Warto otrzeć się chociaż o rzemiosło. Pogadać sobie z zawodowym szewcem czy czy starym ślusarzem narzędziowym.
Można też poszukać wśród krewnych żyjących jeszcze weteranów II wojny światowej. to ostatni moment by poznać detale o których nie piszą w książkach.
Nie zawsze i nie każdy pójdzie pisząc w tym kierunku. Ale taka wiedza może się przydać.
Oczywiście warto też mieć kontakty z naukowcami. Pojechać np. z archeologami na inwentaryzację krypt kościelnych na prowincji...
to wszystko daje oświadczenie - różnorakie.
*
Inna sprawa - dociekliwość. Umiejętność zejścia z wydeptanego szlaku.
Ręka do góry kto był w Krakowie? Dobra - możecie opuścić... A kto z Was był w muzeum farmacji w Krakowie? Uuuuu... no właśnie.
Kto był w Stockholmie? No nieźle... Okręt Wasa i skansen widzieli wszyscy. A Muzeum Nordyckie? (no dobra, wiem, Stockholm ma 80 muzeów... już się nie znęcam...)
*
Podbudowa intelektualna i obserwacyjna książki będzie miała przełożenie na jej jakość a zarazem potencjalną popularność (i poziom zarobków). Przykład?
"Wszystkie stworzenia małe i duże" Jamesa Heriotta. Facet był wiejskim weterynarzem w Szkocji. Przez 40 lat napatrzył się i nasłuchał (oraz nakroił zwierzaków). Zebrał najciekawsze anegdoty spisał siedem tomików. Bardzo pomogła mu ekranizacja - ale serial puszczono u nas dwa razy a popularność książki trwa...
/pMożna też poszukać wśród krewnych żyjących jeszcze weteranów II wojny światowej. to ostatni moment by poznać detale o których nie piszą w książkach.







