38%

                Wedle badan statystycznych 38% Polaków nie chciałoby oddać życia za Ojczyznę. Ponieważ nie chodzi o to by za Ojczyznę ustawić się pod ścianą i czekać na kulę plutonów egzekucyjnych – chodzi zasadniczo o to że te 38% nie chciałoby tego życia nawet zaryzykować w obronie swojego kraju.

                Oczywiście wieloletnia propaganda lewicowo – pacyfistyczna, totalne zniewieścienie chłopców, brak wzorów męskich, rozkwit metroseksualizmu i pełzająca ideologia gender mają tu swój udział. Ja jednak staram się patrzyć szerzej. Ofiarność żołnierzy i konspiratorów w czasie II wojny światowej miała 3 źródła.

                Po pierwsze ci ludzie mieli w pamięci dwadzieścia lat niepodległości. Dwadzieścia lat twardej walki z kryzysem, blokadą ekonomiczną. Dwadzieścia lat rozwoju. Powstawał przemysł. Postawała sieć dróg bitych. Na tory kolejowe wyjechały składy P-36 (jeżdżą do dziś) i lux-torpedy. Niemal każda wieś budowała własną szkołę. Mimo wielu niedociągnięć pod koniec lat trzydziestych widać było że wielki zryw narodu przynosi efekty. Żyło się naszym Przodkom coraz lepiej, coraz łatwiej i coraz przyjemniej.

                Po drugie u steru państwa stali ludzie prawi i uczciwi (z nielicznymi wyjątkami). Ich drobne ekscesy towarzyskie którymi karmiła się ówczesna prasa brukowa uderzają dziś swoją niwną niewinnością - w niczym nie przypominają złodziejstwa, wyuzdania i rozpasania naszych obecnych polityków

                Po trzecie – ludzie widzieli że ojczyna pamięta i dba o swoich obrońców. Spotykali weteranów Powstania Styczniowego. Gdy czcigodni starcy z cyferkami 1863 na pagonach mundurów kuśtykali o lasce ulicą salutowali im żołnierze, oficerowie, policjanci. Na kresach dziesiątki tysięcy gospodarstw należało do osadników wojskowych – byli legioniści i uczestnicy wojny z bolszewikami za swoje poświęcenie otrzymali od ziemię z zasobów państwowych. Wdowy po nich dostawały zapomogi. Dzieci poległych i zasłużonych przyjmowano bezpłatnie do szkół wojskowych i zapewniano im stypendia państwowe.

                Wydaje mi się że u wielu młodych ludzi ta niechęć do poświęcania się czy ryzykowania dla Polski ma źródło w poczynaniach „naszych” władz i elit a patrząc szerzej w stanie państwa budowanego w oparciu o pomysły rozmaitych zlewaczałych miernot.

                Po pierwsze Ludzie mogliby walczyć o swoje domy, rodziny dzieci… Ale nasza Ojczyzna łapami naszych polityków ten problem też już rozwiązała. Nie mamy domów bo horrendalnie napompowane ceny ziemi i debilne prawo budowlane skutecznie utrudniają ich budowanie. Nieliczni szczęściarze kupili mieszkania – ale możliwość walki o prawo dalszej spłaty lichwiarskich kredytów nikogo nie porwie. Ludzie żyją do czterdziestki z rodzicami – nie zakładają rodzin. Nie mają też dzieci. Nikt nie odda życia za dziewczynę którą oderwał w pubie na jedną noc.

                Czy mamy poświęcać się za tuska, jego córcię blogerkę i synalka „Józefa Bąka” herbu ambergold? Czy mamy walczyć za milionowe kontrakty w TV dla różnych Oli Kwaśniewskich? Czy mamy walczyć za kraj który w europarlamencie chce reprezentować była tancerka na rurze cudem wybroniona przed procesem o łapownictwo? Czy mamy walczyć by „Miro” i „Zbycho” mogli robić tu lewe interesy? Czy mamy walczyć za płatnych zdrajców takich jak „Olin”, „Minim”, „Kat”, „Prezio”? Ludzi do walki nie będą inspirować brudy naszych pseudoelit opisywane na pudelku. Zwłaszcza że gdy my weźmiemy karabiny i pójdziemy na front oni ze swoimi dzieciakami będą dekować się na tyłach.

                Jak wreszcie mamy walczyć za kraj w którym masowo zamyka się szkoły, likwiduje linie kolejowe, pada przemysł… W którym rozpieprza się lub wyprzedaje za bezcen to wszystko co budowali nasi dziadkowie i rodzice? W którym ludzie zdychają w męczarniach i to kompletnie niepotrzebnie – tylko dla tego że na konsultację onkologiczną trzeba czekać miesiącami?

                Jest jeszcze jeden aspekt. Ten ostatni. Dzisiejsza Polska pokazuje że nie było warto o nią walczyć. Byli żołnierze AK żyją często w nędzy. Ci mieszkający w Polsce i tak mają dużo szczęścia – ci którzy pozostali na Kresach wegetują – wedle praw Litwy, Białorusi i Ukrainy w ogóle nie są weteranami. Paczki z Polski wysyłają im prywatne organizacje. Nasz rząd nie jest w stanie wypłacić im choćby 100 euro miesięcznie. Członkowie konspiracji powojennej dostają mniejsze emerytury niż torturujący ich ubecy. Bohaterów pogrzebanych na „Łączce” będziemy ekshumować częściowo na koszt społeczeństwa – powstaje fundacja która dofinansuje poszukiwania – władza nie chce dać na to pieniędzy – choć na premie dla urzędasów poszło ostatnio ponad sto milionów złotych. Członkowie „Solidarności”, KPN, KOR, ROBCiO czy RPR dostali (też nie wszyscy) ordery i medale – ale i oni zostali pozostawieni sami sobie.

                Czarę goryczy przelały przepychanki z pochówkiem senatora Romaszewskiego na Powązkach…

a tu inny nieco punkt widzenia:

http://www.fronda.pl/blogi/contra-gentiles/nie-chcesz-oddac-zycia-za-ojczyzne-bedziesz-zdychal-jak-niewolnik,38046.html

 

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/