Co zrobić z Krymem?
- poniedziałek, 10, marzec 2014 21:48
- Andrzej Pilipiuk
Z Krymem kompletny pat. Rosjanie rozbijają się po nim jak pijane zające, stopniowo rugują Ukraińców z baz wojskowych. Wojska ukraińskie występują miękko – wiedzą że strzelanina i trupy będą dla Ruskich doskonałym alibi usprawiedliwiającym otwarty atak. Otwarta wojna z Rosją byłaby dla Ukraińców bardzo ryzykowna – przeciwnik dysponuje przewagą militarną. Wschód Ukrainy jest silnie zrusyfikowany – trudno ocenić czy miejscowa ludność stawiłaby opór.
Ukraińcy wiedzą też że na pomoc Zachodu nie ma co liczyć. Polska udzieli wsparcia moralnego, będzie lobbować w Brukseli i NATO, wyśle pomoc humanitarną. To dużo, nikt inny nie zrobi nawet tyle – ale to nie przesądzi o wyniku ewentualnej wojny. Jedynym sojusznikiem mogłaby być maleńka Gruzja, ale tam rządza teraz nowi ludzie, inni niż w 2008-mym.
Sam Krym – no cóż – dla Ukrainy to kukułcze jajo. Z etnicznego punktu widzenia – trochę ciało obce. Dużo Rosjan, sporo Tatarów autochtonów – ale Ukraińcy są tam mniejszością. Może zatem pozbyć się kłopotu? Wysłać posłów do Moskwy: „Wołodia, przemyśleliśmy sprawę, dogadajmy się. Dajesz dziesięć ton złota w sztabach, umorzenie długów, trzy lata darmowych dostaw gazu, Janukowycza w kajdankach odstawiasz do Kijowa a w zamian bierz sobie półwysep…”. To by się może nawet i opłacało, problem w tym że Putin nie zechce płacić widząc że da radę zagarnąć Krym za darmo. Drugi problem to autochtoni - wolna i niepodległa Ukraina po prostu nie ma prawa sprzedawać Tatarów Putinowi.
A gdyby nawet Putin był gotów zapłacić to czy chapnąwszy półwysep spocząłby na laurach? Sukces rozzuchwala – a wszak kawałek dalej jest Odessa – najbardziej rosyjskie z ukraińskich miast… I samozwańcza Republika Naddniestrzańska pasożytująca na Mołdawii. Kolejne żądanie to może być uznanie Odessy za wolne miasto, albo eksterytorialny korytarz do Naddniestrza, albo… Jakie szanse rozwoju miałaby Ukraina odcięta od morza?







