Krwawe wołyńskie noce
Minęła kolejna rocznica tzw. „Rzezi Wołyńskiej”. Geneza tych ponurych wypadków jest złożona i wielowątkowa, konflikty narastały od drugiej połowy XIX wieku, odrodzona Rzeczpospolita też dla Ukraińców bywała raczej złą macochą niż matką… Rzeź jest paskudną zadrą która będzie jeszcze przez co najmniej jedno pokolenie rzutować na stosunki Polski i Ukrainy i na stosunki Polaków do Ukraińców. Dodajmy jeszcze że popełnione zbrodnie nie zostały ani do końca zbadane ani osądzone. Do dziś nie mamy pełnego wykazu ofiar a ich liczbę historycy szacują na 40-240 tysięcy. Tak gigantyczne rozbieżności pokazują skalę zaniedbań badawczych. Do dziś przed polskim sądem nie stanął żaden upowiec odpowiedzialny za mordowanie Polaków. (ale nie oszukujmy się – skoro nie byliśmy w stanie skazać mieszkających w Polsce oprawców z UB i SB to mamy po prostu za krótkie ręce by sięgać za granicę). Z drugiej strony niepodległa Ukraina nie stara się o identyfikację i osądzenie członków AK odpowiedzialnych za akcje odwetowe. Tak jakby czuli obawę przed samym poruszeniem tego tematu. Może i oni chcą by sprawa przyschła?
Zapadła z jednej strony zasłona milczenia, z drugiej po obu stronach granicy są ludzie którzy pielęgnują poczucie krzywdy i chęć odwetu. Oraz masa gówniarstwa i początkujących bandziorków którzy mają ofiary w rzyci, ale marzy im się zadyma więc szukają pretekstów i ideologii w którą można się „wpasować”.
Pojednania i przeprosiny wygłaszane przez polityków są ważne – ale ludzie tego nie akceptują. Nie koresponduje to z ich potrzebą sprawiedliwości. Pokolenie które doświadczyło skutków tej swego rodzaju wojny domowej już odchodzi. Pamiętać będą dzieci, potem i to pokolenie odejdzie. Szaleństwo krwawych wołyńskich nocy stanie się abstrakcją – jak dla nas dziś abstrakcją historyczną są mordy popełnione przez Rosjan podczas powstania styczniowego. Gdzieś około roku 2040-2050-tego piaski czasu definitywnie zasypią kałuże krwi.
Będzie to inny świat. Rosja do tego czasu przeżyje totalną zapaść demograficzną. Chiny zajmą lub odkupią Syberię. Południe zaleją muzułmanie. W Polsce może być wymarzone przez unijnych decydentów 16 milionów mieszkańców… W Europie zachodniej mogą już dymić krematoria w których „biali” będą palić śniadych, albo śniadzi „białych”. Problem w tym że z Ukraińcami dogadywać się musimy TERAZ. Za kilka lat może być na to za późno. Właściwie dogadać się powinniśmy na pocz. lat 90-tych. Tymczasem pierwszą poważna próbę podjęto dopiero za prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Potem „kierunek wschodni” uległ kolejnej reorientacji – nasi politycy zamiast współpracować z sąsiadami wolą podlizywać się Imperium. Nie zostało nam już wiele czasu. Współpraca Rosji z zachodem zawsze kończyła się dla Polski źle. A wszelkie konflikty między naszymi narodami są niestety mocno na rękę Rosji.
W Polsce i na Ukrainie nie brakuje ludzi gotowych skoczyć „wrogom” do gardeł. Te nastroje powinny być tonowane – ale są niestety politycy którzy różnych powodów chronią lub popierają ekstremistów. Granica patriotyzmu, nacjonalizmu i szowinizmu staje się nagle bardzo płynna. Rosyjska agentura wpływu z pewnością radośnie zaciera ręce. Ujawnienie zbrodni i osądzenie winnych – sprawy nie załatwi. Wydaje mi się że należy podejść do problemu pojednania od jeszcze innej strony – ustanowić wysokie odznaczenie państwowe i przyznawać je Ukraińcom którzy ratowali, ukrywali lub ostrzegali Polaków. Oszacować liczbę ofiar ale też pokazać uratowanych. Sąsiedzka pomoc, ludzka przyzwoitość – to fundament pozwalający przerzucać mosty nawet nad tak głęboką raną. Pokazać drugą stronę medalu. Wielu uhonorować należałoby pośmiertnie ale zrobić to powinniśmy.







