Eksmisyjna zagadka
- piątek, 11, październik 2013 02:20
- Andrzej Pilipiuk
Dziwna sprawa w Szczecinie. Chora umysłowo kobieta sprzedała rodzinne mieszkanie w którym żyła z mężem i dwiema córkami. Podobno wzięła za nie 200 tyś zł – ale pieniędzy nikt na oczy nie widział. Nowy właściciel przystąpił do eksmisji lokatorów. Nasuwają się uzasadnione pytania:
-Jakim cudem jedno z małżonków mogło sprzedać nieruchomość będącą wspólnym dorobkiem obojga.
-Dlaczego notariusz przeprowadził transakcję widząc że kobieta nie bardzo kontaktuje.
-Dlaczego zawarto umowę mimo że w zaświadczeniu o zameldowaniu (które należy przedstawić obligatoryjnie) były wpisane inne osoby.
-Jakim cudem nowy właściciel uzyskał nakaz eksmisji gdy ci ludzie są tam zameldowani?
-Jakim cudem uzyskał eksmisję osoby chorej.
-Gdzie się podziały pieniądze – i czy w ogóle nabywca wpłacił/wręczył jakieś pieniądze?
Cała ta sprawa niewyobrażalnie śmierdzi…







