Śmierć nad pięknym jeziorem Malaren
- wtorek, 11, sierpień 2020 06:47
- Andrzej Pilipiuk
12 letnia Polka (dokładniej córka Polski i Irańczyka) zginęła w Szwecji – pisze się w mediach że dosięgła ja zabłąkana kula gdy spacerowała z psem. Padła ofiarą wojny gangów narkotykowych toczonej o kontrolę nad gminą Botkyrka. Tak. To nie jest idiotyczny sen. Krwawa wojna gangów w środkowej Szwecji.
Gmina Botkyrka leży na zachód od Stokholmu, nad jeziorem Malaren. Do zbrodni doszło w miasteczku Norsborg. To typowa dla Szwecji „zła dzielnica”. Najpierw w latach 60-tych wykupiono farmy i wyburzono starą zabudową by postawić wielkie blokowisko – coś trochę jak Nowa Huta. Szwedzi wprowadzali wówczas program ostatecznego rozwiązania kwestii mieszkaniowej – pobudowali jak kraj długi i szeroki paskudne bloki by zapewnić każdemu lokum czynszowe za niewielkie pieniądze… Potem pustostany (mało który Szwed chciałby mieszkać w betonowej klatce…) zasiedlono imigrantami. Za pierwszą falą wykształconych i inteligentnych ludzi szukających lepszego życia szły fale kolejne, coraz gorsze. Efekt końcowy – to „nowoczesne mulitulturowe miejsce” gdzie można ot tak oberwać na ulicy kulkę…
Szwedzi którzy jeszcze kilka dni temu olewając epidemię wyrażali masowe poparcie dla ruchu BLM teraz nabrali wody w usta. Co innego gdy „w USA biją murzynów”, co innego gdy murzyni lub arabowie w Szwecji strzelają do białasów… Protesty zaraz ktoś uznałby za akt rasizmu…
Smutne.
A tak swoją droga ciekawe co na to wielka zwolenniczka przyjmowania imigrantów noblistka Olga Tokarczuk. Albo co na to jej koleżanka po piórze Nurowska?
Bo ja jako pisarz ostrzegam co i rusz – nie idźmy tą drogą. A nad piekne jezioro Malaren chyba już nie pojadę.









