masakra w USA
W USA kolejna strzelanina w szkole. W miejscowości Newton niedoszły student ześwirował, zabił brata, matkę a potem poszedł do szkoły gdzie zabił nauczyciela i ponad dwadzieścioro dzieci, w tym wiele sześcioletnich. Zdaje się amerykańska policja ma większe jaja niż norweska i nie próbowała brać go żywcem. Oczywiście media już biją pianę na temat dostępu do broni i wpływie brutalnych gier komputerowych na psychikę sprawcy…
Życie w kraju rozbrojonym totalnie – jak PRL czy ZSRR miało swoje plusy. Pistolet czy karabin daje potencjalnemu bandycie przewagę absolutną. Można godzinami leżeć w zasadzce. Można uśmiercić ofiarę z zaskoczenia i z bezpiecznej odległości. Przed kulą trudno uciec… Żeby być bandytą bez spluwy w łapie trzeba dysonować przewagą fizyczną by ofiarę pobić albo podejść na odległość kontaktową i zaszlachtować nożem. No i trzeba ofiarę jakoś dogonić… I z zasadzką trudniej. Pistolet zamienia byle leszcza w pana życia i śmierci każdego, kto się nawinie…
Niestety w społeczeństwie totalnie rozbrojonym, bandyta ze spluwą, jeśli jakiś się pojawi jest na dobrą sprawę bezkarny. Kilka lat temu też w USA był przypadek taki: na kampus uniwersytecki wpadł świr ze spluwą. Strzelał do ludzi jak do kaczek. Na kampusie był bezwzględny i ściśle przestrzegany zakaz wnoszenia broni. Policja przyjechała dość szybko – ale dla wielu ofiar i tak było już za późno… Nikt ze studentów ani wykładowców nie odpowiedział ogniem, nikt nie strzelił mordercy w plecy. Zakaz był fajny i działał puki wszyscy go przestrzegali. Wystarczył jeden wyjątek…
Federalny zakaz wnoszenia broni do szkół obowiązujący w USA też jest fajny – nie ma ryzyka że nastoletnie gówniarstwo będzie do siebie strzelać na boisku, albo że nauczyciele w przypływie frustracji zrobią coś niebezpiecznego. Z drugiej strony gdyby przynajmniej w gabinecie dyrektora czy pokoju nauczycielskim było kilka sztuk pistoletów można było, gdy padły pierwsze strzały iść i załatwić świra ratując resztę jego ofiar. A i on sam wiedząc, że może zostać zabity prawdopodobnie nie zaryzykowałby wtargnięcia do szkoły.
Życie w świecie rozbrojonym daje poczucie bezpieczeństwa. Tylko, że rozbrojenie totalne działa dopóki nie pojawi się świr ze spluwą. Nie da się postawić policjanta na każdym rogu ulicy. W sytuacji zagrożenia pistolet leżący w szafce gabinetu dyrektora, albo tkwiący w kaburze za pazuchą dozorcy budynku dałby możliwość uratowania wielu dzieci...







