o domu
- sobota, 15, sierpień 2020 00:30
- Andrzej Pilipiuk
Mój dziadek zaczynać musiał od zera. Gdy prababką i ojczymem po I wojnie św. wrócili z ewakuacji w głąb Rosji zastali spalone gospodarstwo a za ostatnią garść złota kupili jedną krowinę… Potem były lata harówki, niedojadania, tyrania, ale też zdobywania fachu w Chełmie. Z tej harówki powstało gospodarstwo, większy dom – dla rodziny i mały – podnajmowany Żydom.
W 1943 roku pożoga pochłonęła niemal wszystko. Spłonęła ogromna połać wsi. Dwaj mężczyźni zakasali rękawy. Gdy wkraczali sowieci mniejszy dom był odbudowany. Stała też chyba szopa, a stodołę postawiono już później – po wojnie.
Ergo: w biednej sanacyjnej Polsce, a potem od hitlerowskim butem, zdrowy i pracowity człowiek był w stanie zbudować schronienie dla siebie i swojej rodziny.
A dziś?







