z kuźni

               -Dzień dobry poproszę kawę…

Gwar w knajpie ucichł jak ucięty nożem. Wszyscy bywalcy umilkli. Głowy powoli odwróciły się w stronę baru. Przy ladzie stał jakiś przyjezdny.

                -Cavy nie prowadzimy, w ogóle z win musujących mamy tylko sowieckoje igristoje… - wyjaśnił spokojnie barman.

                -Mam na myśli zwykłą kawę, taką czarną parzoną z ziaren kawowych… - obcy uściślił zamówienie.

                -Był kiedyś likier kawowy ale nikt tego nie chciał pić więc już nie domawiałem… - czoło barmana przecięła bruzda.

                -Zatem poproszę herbatę – miastowy nie ustawał w idiotycznych żądaniach.

                -Herbatę? – barman wyciągnął spod lady zakurzony słój z jakimiś paździerzami. Odkręcił spojrzał do środka z wyraźnym frasunkiem, dmuchnął by usunąć zdechłe mole zbożowe. – Wie pan, też nie da rady. Czajnik elektryczny jeszcze łońskiego się zepsuł…

 

/frament opowiadania "labirynt obciachu" ze zbioru Konan Destylator/

https://atria.edu/rtp-live/ https://www.dilia.eu/rtp-slot-pragmatic/