Pożytek z fascynata
- wtorek, 05, sierpień 2014 08:01
- Andrzej Pilipiuk
Lata temu jeszcze jako licealista jechałem pociągiem. Wywiązała się w przedziale luźna rozmowa na tematy historyczne. Zahaczała akurat o okres którym się interesowałem – ściąłem wiec tezy rozmówców kilkoma argumentami. Przysłuchująca się kobieta ujawniła się jako nauczycielka biologii z jednego z warszawskich liceów i pogratulowała mi oczytania oraz orientacji w temacie. W dalszej rozmowie padło pytanie drażliwe – o przełożenie wiedzy posiadanej na wyniki w nauce.
Oględnie opowiedziałem o moich problemach z babskiem które mnie wówczas uczyło. (tzn. gnębiło). Nauczycielka była głęboko zbulwersowana – ona przyjmowała bowiem inną zupełnie strategię i uczeń pasjonat „pozwalał jej zaoszczędzić roboty z prowadzeniem lekcji” – tzn. młodych fascynatów goniła do roboty by na szóstkę przygotowywali referaty na różne ciekawe tematy zbieżne z programem nauczania.
Moje belferstwo wolało pasjonata zgnoić…






