Szpital w ręce swojaka
- wtorek, 29, lipiec 2014 21:17
- Andrzej Pilipiuk
Czytam różne komentarze dotyczące sprawy prof. Chazana i łapię się za głowę nad bezdenną głupotą naszego społeczeństwa i tym jak łatwo daje się łapać na prymitywne zagrywki mediów.
Co wie przeciętny człowiek? Kobieta miała urodzić dziecko bez szans na przeżycie, a wredny ginekolog-sadysta w dodatku kato-talib kazał jej donosić ciążę.
Moim zdaniem była to od początku ustawka. Moja hipoteza robocza jest następująca: Grupa naszych femi-nazistek spod znaku szczuki, środy, seneszyn i reszty tej lewackiej mętowni potrzebowała mocnego przykładu dla podgrzania sprawy dopuszczalności aborcji. Rozpuszczono wici po ginekologach zainteresowanych powrotem do dawnych czasów legalnych abrocji. Ci czekali na odpowiedni przypadek. To nie mogła być zwykła trisomia (zespół Downa) – potrzebowali czegoś znacznie mocniejszego. Zakładam że czekali nawet wiele miesięcy przepuszczając mniej drastyczne przypadki. Wreszcie trafiła im się odpowiednia osoba – kobieta z poważnymi powikłaniami ciąży, wyznająca odpowiedni zespół antywartości, zdeterminowana do wykonania aborcji, a przy tym na tyle mało kumata by dać się elegancko zrobić w bambuko.
Kobietę wysłano na konsultacje do człowieka o którym powszechni było wiadomo że jest przeciwnikiem aborcji, sam ich nie dokonuje, nie dopuszcza ich wykonywania w szpitalu którym kieruje i skierowania „na zabieg” gdzie indziej też nie da. Być może sprawę przeciągnięto na tyle by prof. Chazan nie miał wyjścia – nawet gdyby się złamał i dopuścił wykonanie aborcji – byłoby już po terminie kiedy jest dopuszczalna?
Odmowa ze strony profesora nikogo nie zaskoczyła (może z wyjątkiem kobiety jeśli została wmanewrowana przez cwane feministki i ich kumpla lekarza prowadzącego ciążę). Za to na podorędziu był już sztab fachowców od prania mózgu by wbić jej do głowy że została straszliwie skrzywdzona, grono naszych pseudodziennikarzy by maksymalnie rozdmuchać aferę wedle wcześniej ustalonego scenariusza i oczywiście prawnicy by wydębić dla niej odszkodowanie. (walka z katolikami rozgrywa się też w przestrzeni finansowej). Być może kobiecie obiecano pieniądze wcześniej? Np. na szóste zapłodnienie in vitro – tym razem na zachodzie? Dziennikarze uderzyli wedle otrzymanych instrukcji - uzywając podobnych zbitek pojęciowych. Z przeinaczeń i niedomówień można było wydedukować że kobieta była pacjentką profesora i została nie tylko "spuszczona po schodach" ale odmówiono jej jakiejkolwiek pomocy.
Obok rozpalenia emocji społecznych uzyskano doraźne korzyści – pozbyto się nielubianego przez władze kierownika nowoczesnego szpitala, a na jego miejsce w ekspresowym tempie osadzono człowieka znacznie bardziej uległego wobec żądań różnych popaprańców. Być może nowoczesna baza sprzętowa szpitala zachęci nowe kierownictwo do wprowadzenie usług komercyjnych a może z czasem do prywatyzacji placówki?
„lody będą kręcone w służbie zdrowia” – jak to swego czasu nagrał agent Tomek.
ps. Swoja drogą nasi dziennikarze - na codzień czujni jak sępy krążące nad padliną - jakoś dziwnie łukiem omijają matkę dziecka. Zacytowali jej kilka wypowiedzi, ale nie są w stanie "ustalić" czy ma na imię Agnieszka czy Marta. Wiemy o niej jedynie że stać ją na jednego z droższych adwokatów w kraju (chyba że to siostrzyce feministki sponsorują). Musi to być jakaś szycha - co może potwierdzać teorię ustawki.






