wyimek z dyskusji
- czwartek, 27, marzec 2014 15:30
- Andrzej Pilipiuk
Kiedyś było normalne że różne klasy i grupy społeczne mieszkają w różnych miejscach.
Chłop ze wsi wiedział że warto wyuczyć się czytać i pisać i dopilnować by dzieciaki umiały, bo najbystrzejsze pojadą do miasta i zostaną Panami Robotnikami - takimi co noszą miejskie ubranie, chodzą w fabrycznych butach, mają gazetę zwiniętą w cholewce buta a w kieszonce zegarek na łańcuszku. I zamiast skręta "koziejnóżki" palą sobie eleganckiego papieroska z pudełka.
Robol żyjący w Łódzkiej famule wiedział że warto się w robocie przykładać i chodzić na kursy bo za jakiś czas będzie majstrem albo ślusarzem narzędziowym i przeprowadzi się z famuły do czynszówki. Jego syn wiedział że warto się uczyć bo najlepsi dostaną od fabrykańta stypendium i zaczną karierę w fabryce tam gdzie ich ojcowie kończyli ją po 40 latach, a najlepsi pójdą w inżyniery i wtedy to już nie będzie oficyna czynszówki tylko mieszkanie na pierwszym piętrze od ulicy.
Dziewczyna wiedziała że warto dbać o opinię i higienę - bo wtedy może załapie się na służącą u inżynierostwa - i zamiast w famule będzie mieszkać w facjatce na strychu domu przy głównej ulicy skąd blisko wieczorami do kina i operetki.
Komuna to wszystko wymieszała. Jednych pociągnęła w górę innych zepchnęła w dół. Zabiła ambicje samokształceniowe.
Postkomuna nie zdołała przywrócić naturalnych dróg awansu. Możesz zostać inżynierem, jest to łatwiejsze niż kiedyś. I co z tego? Ano NIC. dalej mieszkasz u mamusi w bloku, a dresiarnia bije twoje dzieci bo "kujona trzeba lać" a z pensji inżyniera nie odłożysz na mieszkanie na zamkniętym osiedlu...
Nie kupuję lewackiego bełkotu o pożytkach płynących z mieszania ludzi różnych środowisk w jednym bloku..
*
Po pierwsze:
Żyjemy w kraju postkolonialnym w którym naturalne elity wybito lub trwale wyłączono ze społeczeństwa. Nie zachodzą też mechanizmy odradzania się elit, a nawet obserwujemy działania przeciwne. Ludzie którzy mają u nas pieniądze niewiele mają wspólnego z elitami. To jest problem.
Po drugie:
Owszem na zamkniętych osiedlach spotykamy masę gówniarstwa po partyjnych i ubeckich rodzicach, ludzi z różnych układów prezentujących mierny poziom moralny i nieznacznie wyższy intelektualny
Są to często wielcy złodzieje - którzy kradli całe zakłady, kradli ziemię na hektary, złodziejstwo i pasożytnictwo jest częścią ich natury - ale nie okradną cię ani nie pobiją - bo miesięcznie na alkohol wydają więcej niż jet wart twój samochód.
Na zamkniętym osiedlu jednak rzadziej dostaje się w japę. No i jednak kwiatki rosną i nikt nie dewastuje placów zabaw. I pijana żulia nie szcza po klatkach. I możesz wypuścić dzieci bez ryzyka że wrócą pobite i okradzione.
Po trzecie:
Na zachodzie są lepsze i gorsze dzielnice. W Szwecji też. Lepsze i gorsze szkoły. Jest cały system miękkiego odsiewu - dawania do zrozumienia że ktoś gdzieś nie pasuje.
W dodatku Szwecja i Norwegia właśnie zderzyły się z problemem gigantycznej fali emigrantów z Lewantu i Magrebu i nie radzą sobie z tym zupełnie...
My podobną patologię mamy u siebie. Żyją u nas "kolonizatorzy", bezczelni, roszczeniowi, agresywni, odporni na wiedzę, gardzacy naszymi wartościami i nie widzący potrzeby integracji ze społeczeństwem - tylko trudniej by ich było wyłapać bo są jasnoskórzy, nie zawsze noszą dresy i od urodzenia mówi w naszym języku bez akcentu. Poznać ich można bo używają wyrazów których w naszym języku nie ma.
Dobry opis tej nacji ponad 10 lat temu sporządził R.A.Ziemkiwiecz w książce "Polactwo"
Po czwarte:
Żulia może by się podciągnęła i wyszła z patologii gdyby widziała w tym sens. Gdy normalni ludzie, chętni do pracy, wykształceni i z doświadczeniem zawodowym pakują walizki bo nie widzą na Polsce przyszłości o nie oczekujmy że zwolnione po nich miejsca pracy zajmie margines pragnący wyjść z marginesu...






